wtorek, 28 kwietnia 2015

Nie jęcz tylko szlifuj charakter!



Czy tylko mnie to wkurza?!

Powiem Wam szczerze. Nie cierpię biegania. I nic mnie tak nie wkurza jak moda i "lans" na bieganie. Biegają wszyscy. To jest takie cool, fit, zdrowe i świadome. Ach, och! Starzy, młodzi. Facebook zasypany jest zrzutami z Endomondo. Do zerzygu! To chyba jeszcze gorsze niż napieprzanie zdjęć dzieci na Fejsie na prawo i lewo. Nie zrobiłeś jeszcze maratonu? Człowieku! I co Ty możesz wiedzieć o życiu!


No żeż grrrrrr!

Czy Wam też to działa na nerwy? Czy tylko ja taka nerwowa?

Najgorsze jest jednak...

Wiecie co jest najgorsze? Ja też biegam (Fejsa nie spamuję tylko dlatego, że nie mam Endomondo - za to piszę o tym na blogu). Mój mąż biega od 5 lat. Masakra, co za obciach :)
Biegałam trochę przed drugą ciążą. Z dużą niechęcią. Nie znosiłam tego. Wybiegałam się na tyle, żeby przebiec z mężem w przyzwoitym czasie nocny bieg Gdyński na dystansie 10 km. I powiedziałam sobie - nigdy więcej!

Teraz znów zaczęłam. Czy tym razem na dłużej? Nie wiem. 
Dlaczego zaczęłam? Zmotywowały mnie świetne dziewczyny. Poznałyśmy się przez Facebooka i postanowiłyśmy podjąć wspólne sportowe wyzwanie w walce o powrót do formy (same mamuśki hihi):

Marta - autorka smakowitego bloga Francuska Bombonierka
Paulina - fotograf i autorka bloga Grumpy Fox
Paulina - znana w blogosferze jako Matka Pauka
Kamila - nasz biegowy przodownik i właścicielka pięknych nóg :)
Basia - może wkrótce będę mogła napisać Wam o niej kilka słów więcej - bo to bardzo zdolna dziewczyna, tylko na razie się ukrywa :)

Dziewczyny zaczęły biegać. Więc i ja.
Dziękuję Wam :)

Jak to idzie?

Do dupy idzie :) Trzeba przyznać. Jestem chyba w niezłej, jak na swoje możliwości formie. Nie najlepszej, ale niezłej. Mówią, że z bieganiem jest tak, że każdy następny raz jest łatwiejszy. Gówno prawda. IMHO:)

Najgorzej jest wyjść. Tysiąc wymówek - za zimno, za ciepło, pada, wieje. Na bieżnię? Żartujesz, wolę biegać na powietrzu! No żeż kurna jak mi się za każdym razem nie chce!

No ale dobra, idę. I jak?

Pierwsze pół kilometra to powolna śmierć. Nogi ciężkie jak z betonu, kolka. Płuca zgubione już gdzieś dawno. Mdli.

"To nie mój dzień. Chyba sobie odpuszczę". Myślę tak za każdym razem. Jeszcze nie było biegu, żebym tak nie pomyślała. Serio!

Ale jakoś biegnę dalej. Zaciskam zęby. Sapię, dyszę, wkurwiam się niemożliwie. Ale w końcu znajduję swoje tempo ...i ... jakoś idzie!

Więc po co właściwie?

No wiecie. Zdrowie, kondycja, ciała szczupłota i ogólny powab są nie do przecenienia. Sezon plażowy się zbliża - więc to są chyba jasne sprawy.

Ale nie tylko o to tu chodzi. To nie dlatego, gdy mnie mdli i kłuje w boku postanawiam biec dalej. Nie z powodów urodowych, za każdym razem gdy wracam do domu czuję tą uzależniającą satysfakcję. 

No to dlaczego?

Najlepiej opisała to chyba Daga na swoim blogu (KLIK). Właściwie, nie pozostaje już wiele więcej do dopowiedzenia.

Dla mnie bieganie to przezwyciężanie słabości. Pokonywanie samej siebie. Szlifowanie marnego charakteru, z którego nie jestem jakoś szczególnie dumna. Nie przywykłam w życiu do przezwyciężania wielu słabości. Byłam raczej z tych, którym wszystko przychodziło łatwo. A gdy trzeba było przeskoczyć samą siebie - odpuszczałam.

Teraz jestem z siebie dumna za każdym razem gdy pokonam swoją niechęć i zmęczenie. I głównie to mnie trzyma przy bieganiu. Bo trzeba być w życiu twardzielem. Trzeba być przygotowanym na wszystko. Na chorobę, nieszczęście, trud.  Nie jojczyć, nie rozczulać się nad sobą. Tylko biec dalej.

Nie wiem jak długo wytrwam w takiej walce z samą sobą. Nie mam w planach przebiegnięcia maratonu. Na razie cieszę się z moich codziennych małych sukcesów :) I piszę na blogu głupkowate posty o motywacji i bieganiu (bleee). Żenada :) Ale co tam! Wybaczycie?

Uściski,
Agnieszka



14 komentarzy:

  1. Wybaczymy :) motywujesz tym wpisem. Czytając pomyślałam sobie "iść dzisiaj biegać?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeeeee! To dobry efekt. Znaczy się, warto było napisać :) Pytanie tylko... poszłaś? Hihi. Bo ja nie (ale mam wymówkę zdrowotną heh)

      Usuń
  2. Ja jestem na etapie zbierania się do zaczęcia biegania. Szkoda, że nie mieszkasz w Szczecinie:). No ale jest plan, że zaczynam od długiego weekendu. W piątek wieczorem zamelduję, czy plan wypalił. Znam te wszystkie wymówki, które wymieniłaś na pamieć:))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabieranie się do zaczęcia :) Czekam zatem na piątek! Daj znać koniecznie.

      Usuń
  3. Uśmiecham się szeroko :)))

    I potwierdzam, świadomość, że mam w sobie siłę żeby pokonać wszystkie wymówki, zwlec się z kanapy i pobiec, warta jest tego wysiłku!

    I to późniejsze fruwanie 5 cm nad ziemią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Ty jesteś "w te klocki" milion razy bardziej zmotywowana ode mnie :) Coś czuję, że Ty idziesz po maraton, co? haha

      Usuń
    2. Prawda :) serio zaczęłam o tym marzyć! :)

      Usuń
  4. Hahaha piękne! A myślałam, że tylko mi się nie chce :) Zamykam kompa i lecę szlifować! Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jak co, ale zawsze możesz być pewna, że mi się nie chce tak samo :) Buziak!

      Usuń
  5. Ojej! Szczupłoty mi nie brak, ale już co do jędrności i kondycji zastrzeżenia są spore. Sportu nie uprawiałam NIGDY i ŻADNEGO... Wiem, wiem to nie jest powód do dumy, ale użyję ekstremalnego porównania- uprawianie sportu jest dla mnie jak kąpiel zimą w Bałtyku. Brr... Ale ten brzuch po dwóch ciążach... Może doznam jakiegoś objawienia? Trzymaj kciuki Aga!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz... ja w Bałtyku dałam radę w Listopadzie :) Miałam się potem morsować z mężem...ale nieeee dałam rady :D Trzymam kciuki - bo to daje dużo satysfakcji, nie jest tak źle się poruszać!

      Usuń
  6. Oj, znam te rozterki i "męki" biegacza:))) Czasami tak trudno się ruszyć, ale masz rację - nie ma, co narzekać, tylko szlifować charakter. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś Wam powiem. Biegam od jakichś 16 lat, na długo zanim bieganie zaczęło być to cool, fit i co tam jeszcze wymyślili. Nigdy nie miałam kłopotów z motywacją. Wiecie, dlaczego? Bo to jest czas totalnie dla mnie. Mówię, że ide biegać i wraz z telefonem zostawiam wszystko za sobą - dom, dziecko, co na obiad, pracę itd. To doskonały czas na to, by pobyć ze sobą i posłuchac samej siebie, przeanalizowac, co wydarzyło sie w ostatnich dniach, zrozumiec własne emocje itd.
    Dośc istotny warunek - biegam sama. Koleżanka czy mąż to podświadoma rywalizacja, wiecie, kto okaże się większym twardzielem:) No i rozpraszają uwagę.
    Spróbujcie pomyśleć o tym tak - nie idę na tortury i męki. Idę na wizytę do psychoanalityka, kosmetyczki, trenera osobistego i najlepszej przyjaciółki:)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja uwielbiam biegać. Czasami mam lepsze czasami gorsze dni. Bieganie jest dla mnie odskocznią od codzienności oraz świetnym motywatorem do pracy nad sobą. Mimo wszystko uważam, że jeśli chodzi o aktywność fizyczną nie warto kierować się modą ale naszym komfortem psychicznym. Jeśli masz zmuszać się do biegania to nie ma to większego sensu. Warto poeksperymentować i poszukać sportu dla siebie. Może będzie to basen, wspinaczka, aerobik, zumba, czy karate. Każdy ruch jest dobry. Aktywność fizyczna ma nie tylko wpływać na nasze zdrowie, ale również być dla nas radością.

    OdpowiedzUsuń