środa, 3 grudnia 2014

Wirus pogromca, czyli jak Mama wojuje z katarem u maluszka.

Spotkał katar Katarzynę. A-psik!

Miało być dzisiaj o czymś bardziej interesującym. Choć to zależy co dla kogo jest interesujące :) Tak czy inaczej - będzie o życiu. O maminej codzienności pośród chusteczek, gilów, smarków, kropli do nosa i wapna w syropie.


Listopad przybił ostatni gwóźdź do naszej trumny. Zachorzeli Państwo J.! Zachorzały nie tylko dwie moje kaczuszki. Zachorzeli też Mama i Tata. Smarkamy wszyscy. Chusteczki ścielą się białym płaszczem po całym domu. Zamknięci od kilku dni gnijemy w chorobowej stęchliźnie.

Zaczęło się klasycznie - od Małej Mi. Czasy gdy nie mieliśmy dzieci i nie chorowaliśmy dawno już minęły, a jednak nieustannie dziwi nas to, jak jeden czterolatek potrafi załatwić całą rodzinę! Chodząca bomba biologiczna! Zasilana regularnie przez Zjednoczone Siły Przedszkola :(


Pierwszy raz przyszło mi walczyć z tak potężnym katarem Słodkiej Z. Bidulka ledwo zipie. Nosek zatkany, oczka czerwone. Spać nie może, jeść też ciężko.

I przy tej właśnie okazji chciałam podzielić się z Wami moimi doświadczeniami. A dokładniej, moimi doświadczeniami z główną bronią w nierównej walce z niemowlęcym katarem. Bronią, jaką jest odciąganie gila!

Sponsorem dzisiejszego posta jest  aspirator Frida, który nie wiem jakim cudem, od czterech lat wciąż tkwi w naszej apteczce, choć mam wrażenie, że wywalałam go już setki razy. Ten pomiot diabelski nie chce się od nas odczepić!

Nie wiem jak wyglądają Wasze doświadczenia z Fridą. Przypuszczam, że nieźle - bo cały Internet huczy o jej skuteczności (phi!). Pod wpływem pozytywnych opinii kupiłam ją i ja gdy Mi była malutka. I co? Serio, próbowałam! Próbowałam się z nią zaprzyjaźnić. I za każdym razem przysięgałam sobie, że już nigdy, przenigdy więcej tego badziewia nie użyję!

Co jest nie tak z tą Fridą?!

Po pierwsze - regułą jest, że następnego dnia po użyciu Fridy Mama jest chora. Murowane! Ze 100% skutecznością - gardło załatwione, potem katar i cała ta lawina nieszczęścia. Myślałam, że to może ja mam jakiś trefny aparat gębowy i kazałam odciągać gile Tacie. Może on nie zachoruje? Ale gdzie tam! Zachorował - a jakże!

Po drugie - działanie ssące tego aparatu jest mocno przeceniane. Przynajmniej w porównaniu do urządzenia, które stosuję ja - Matka sadystka!

Teraz uwaga - będę zachwalać!

Otóż ja jestem wierną fanką "Katarka". Znacie to? To taka końcówka, podłączana do rury odkurzacza. Wykorzystuje jego ciąg - redukując go odpowiednio. Katarek jest niezastąpiony! Choć fakt - wymaga mocnych nerwów i dystansu do własnego macierzyństwa :) "Podłączanie" maluszka do odkurzacza może budzić mieszane uczucia. Ale sprawdziłam na własnej skórze - krzywdy dziecku nie robię!

Nieco inne wrażenie odniosła Mała Mi, wczoraj, gdy pierwszy raz zobaczyła mnie z narzędziem kaźni w ręku (ona już go nie pamięta) pochylającą się nad wydzierającą się histerycznie Słodką Z.

- Mamusiu błagam Cię przestań! - rzuciła się do moich nóg wyjąc w panice, ciągnąc za nogawkę spodni.
- Zostaw moją siostrę! Nie mogę na to patrzeć! Błagam Cię, nie rób jej tego! - miotała się przerażona.

A Matka sadystka uśmiechała się w duchu: Moje kruszynki - już się kochają na śmierć i życie!

Jakkolwiek by to jednak nie wyglądało - Katarek polecam Wam serdecznie! W połączeniu z roztworem soli morskiej jest niezastąpiony w walce z gilami. Więcej szczegółów znajdziecie na stronie producenta, o TU. (Nie jest to post reklamowy- gdyby ktoś wątpił w szczerość moich intencji).

I tą rekomendacją, życząc Wam zdrowia, kończę dzisiejszy post. Wyczerpałam dyżurną rolkę papieru toaletowego i niezwłocznie muszę uzupełnić braki, by uniknąć zasmarkania!

A.-psik!

10 komentarzy:

  1. Fridę kupiłam właśnie przez zachwalanie przez cały internet. Kupiłam. Użyłam dosłownie 2 razy. Słownie DWA. Dla mnie również przereklamowane. Pozdrawiam :-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mam zamiar zakupić ten katarek bo opinie słyszalam same pozytywne :D Dzisiaj walczyłam z gilem zwyczajną gruszką i myślałam że oszaleje. Taka masakra! Nigdy więcej! Dlatego katarek obowiązkowy :D Chociaż prawda- wizja z tym odkurzaczem pobudza wyobraźnie ale jak wszyscy mówią że takie to dobre :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O gruszka to masakra! Też kiedyś kupiłam myśląc, że skoro była dobra za czasów mojego dzieciństwa to i teraz sobie poradzi. Ale albo ja nie umiałam jej używać...albo po prostu jakoś to nie działa :)

      Usuń
  3. U nas jak na razie Frida wystarczy, poza tym mam cała szafkę przeróżnych sprejów do nosa od zwykłej wody morskiej, po hipertoniczną, kończąc na jakiś dziwacznych kroplach.
    Katarka się jakoś boję, poza tym sama myśl o wyciąganiu odkurzacza mnie zniechęca, mały szumu nie lubi, a pies dostaje pierdolca ;(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość znajomych mi mam chwali sobie Fridę. Dla mnie byłaby ok gdyby nie to, że przez nią choruję. Nie wiem jak to się dzieje, że inni nie chorują :(

      Usuń
  4. U nas nie ma mowy - Mały na dźwięk odkurzacza zamyka się w łazience, nawet ciemność mu nie przeszkadza :))).
    katar na szczęście to u nas rzadki gość, jeśli już jest - traktujemy go otrivinem i odchodzi ;). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi :) No Zosieńka moja półroczna całym szczęściem przede mną uciec jeszcze nie może :) A starsza, jak miała 2 latka, sama sobie katarkiem nosek czyściła - przyzwyczajona była, bo katary męczyły nas dość często.

      Usuń
  5. My z Fridy też zadowoleni (przynajmniej ja), bo synek nie przepada za odciąganiem w ten sposób katarku. Ja też przez :nią" nie choruję. Mój synek lubi odkurzacz. Kręcą Go te tematy, lecz na bank nie dałby się odessać przy pomocy tego katarka. ;) Z resztą, gdyby teściowa dowiedziała się, że "torturuję" w ten sposób dziecko, nazwałaby mnie wyrodną matką. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak to jest możliwe, ze ludzie latają w kosmos, a nie ma skutecznego leku na katar?:) Życzę Wam dużo zdrówka. Dla dorosłych polecam też płukanie nosa solą fizjologiczną.

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas frida, ale w sumie to dziecko moje miało 2 razy katar... i mając 10 miesięcy nauczyłam ją smarkać w chusteczkę. Jest to mój osobisty sukces ;)
    Dziękuję za miłe słowa u mnie na blogu :)

    OdpowiedzUsuń