niedziela, 16 listopada 2014

Co tam mama naplotła? Zmagam się z wire wrapping.

Echh, przyszła pora by zameldować Wam co tam u mnie na froncie biżuteryjnym słychać. Niestety nie bardzo mam się czym chwalić. Dlaczego? Nie wiem... Brak talentu? Braki sprzętowe i skąpstwo zakupowe? Czas pokaże :) Na pewno jestem bogatsza o kilka doświadczeń, którymi chętnie się z Wami podzielę!


rubinyt, jadeit szafirowy, drucik posrebrzany


drucik miedziany, czeski kryształ, koraliki galwanizowane - całość oksydowana



drucik posrebrzany, awenturyn zielony kropla 10mm, perełki Swarovski - oksydowane



Oksydowanie srebra

Brzmiało strasznie. Tak odpychająco profesjonalnie. Wydawało mi się, że to jakiś poważny zabieg jubilerski, nie do odtworzenia w warunkach domowych. Nawet, czyniąc pierwsze zakupy biżuteryjne kupiłam kilka oksydowanych elementów - bigli, szpilek czy kółek - żeby móc tworzyć taką "postarzaną" biżuterię.

Tak - to było frajerstwo nie lada!

Oksydowanie to prościzna. Wystarczy zakupić specjalny płyn do oksydowania na zimno. Ja w Kadoro zapłaciłam 17,80 PLN  za 60 ml. To ilość, która przy moim zużyciu starczy mi chyba do końca życia.

Jak to działa? Przelewamy sobie część płynu do mniejszego słoiczka. Pilnujemy, by nie miał styczności ze skórą - czyli prostymi słowy nie pakujemy łap do słoika! Substancja podobno żrąca i paskudnej natury. Rozcieńczamy toto wodą, myślę, że proporcja ok 60/40 (oksyda/woda) będzie ok. Chodzi o to, by drucik nie sczerniał nam na węgielek, a jedynie się przyciemnił. Taka mieszanina starcza na wiele razy. Gotowy uplotek zanurzamy na kilka sekund (tyle wystarczy - efekt jest natychmiastowy) w paskudnej cieczy. Wyciągamy, myjemy płynem do naczyń. Teraz nie wygląda za ciekawie :)

No i martwiłam się co będzie dalej... Jak ja to wypoleruję?! Nie mam żadnych polerek czy innych urządzeń. Nie mam nawet pasty polerskiej czy specjalnych chusteczek do czyszczenia srebra. Spróbowałam starą, znaną mi metodą - miękka szmatka i pasta do zębów. I działa! Podobno nie powinno się pastą do zębów polerować srebra bo matowieje - ale mi na początek wystarcza. Z czasem zaopatrzę się w coś lepszego.

Ogólne wrażenia?  Jestem zachwycona! Oksyda jest w stanie podratować każdy nawet bardzo przeciętny uplotek. Cudo. Oksyduję teraz wszystko, jak leci :) Aż furczy :)

Wig-jig

Tak. Kupiłam sobie to ustrojstwo.
I znów, jak wyżej - frajerstwo!
Jeśli natkniecie się gdzieś na plebiscyt na frajerkę roku - śmiało zgłaszajcie moją kandydaturę! 

Co to takiego ten wig-jig? Niewielka płytka usiana siateczką otworków, w których mocujemy kołeczki. Dookoła tychże kołeczków oplatamy drut tworząc takie kształty, jak choćby te w moich lichutkich kolczykach z awenturynem. 

Nie chce mi się nawet bardziej rozwodzić na temat tego urządzenia. Myślę, że wygodniej korzystać po prostu ze zwykłych okrągłych szczypiec. I tyle. Żadnej wartości dodanej nie wdzę.

O czym teraz marzę?

O tak. Jest tego dobra trochę:) I niestety braki w tej materii skutecznie zniechęcają mnie do plecenia. 
Pomijam takie drobiazgi jak niezliczone, piękne kamienie, które chciałabym, ach tak chciała mieć, a na które zawsze skąpię pieniędzy.  Te najpiękniejsze kuszą ze stron Skarbów Natury. Tylko te ceny! Brrr! Na liście zakupowej znajduje się także młotek i kowadełko jubilerskie - które próbowałam zastąpić czymś znalezionym w domu - bezskutecznie! Ale absosmerfnym numerem jeden na mojej liście marzeń są glinki srebra - Art Clay Silver. No co to za cudo jest! Mówię Wam! Wiedziałyście, że w warunkach domowych, na najzwyklejszej kuchence gazowej można samemu wypalać srebro?! Ze specjalnej glinki. Lepisz sobie człowieku, co tylko dusza zapragnie, wrzucasz na ruszt, czyścisz metalową szczotką i masz najprawdziwsze srebro wysokiej próby! Oszalałam na tym punkcie! Niech no tylko ZUS sypnie kasą za listopad - oj będzie bal :)

A.

3 komentarze:

  1. Nie bądź taka krytyczna w stosunku do siebie, każdy jak się na coś nakręci to kupuje nie myśli ;).
    Piękne kolczyki, szczególnie nr 2 mnie urzekły, aż sama pomyślałam, żeby wyciągnąć swoje. Tylko, że Franuś zaraz by mi je razem z uchem wyrwał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dzięki, dzięki za komplement :) właśnie z tą biżuterią taki mam kłopot, że miło bardzo się wyplata, ale nic z tego, co zrobię na razie nie mogę sobie ponosić, bo przy małym dziecku - tak jak mówisz, ucho można stracić! Także wyplotki czekają na lepsze czasy.

      Usuń
  2. O to to, i dlatego przestałam nosić kolczyki! Michaś już nieco "doroślejszy" chyba czas więc spróbować. Może ucha nie nie oderwie, jak Twoje kolczyki kradną serce! :) Śliczne są!

    OdpowiedzUsuń