czwartek, 13 listopada 2014

Co nowego w listopadzie? Bawię się filcem :)

Zahulała jesień w bauaganach. Dmuchnęła chłodem z dworu. Nawiała liści. Zrobiło się pusto, cicho i szaro. Nic się nie dzieje. Pierwsza blogowa czarna dziura.


Już?! Spytacie. Już Ci się znudziło to całe blogowanie?
Nie, no co Wy?! Odpowiem. Ale czasem trudno utrzymać dobre tempo, dotrzymać kroku postawionym przed samą sobą wyzwaniom. 

Półtora tygodnia M. spędziła w domu na "chorobowym". To nie pomogło. Teraz jakoś nie mogę wrócić do swojego zwykłego rytmu. Nie mogę nadrobić deficytów snu. Robota rozłazi mi się w rękach.
Ale to nie tak, że nic nie robiłam. Projekt przecież trwa, jeszcze wiele wyzwań przede mną. W głowie kłębią się pomysły, tematy, plany. Trudno pisać o wszystkim na raz. Trudno wszystko na raz wprowadzić w czyn. Trzeba mierzyć siły na zamiary i lawinę mamuśkowego aktywizmu dzielić na mniejsze cząstki - możliwe do realizacji w domowo-rodzinnych warunkach.

Dziś wiec drobiazg. Coś co okazało się bajecznie proste, tanie a przyniosło dużo uciechy i prezentuje się IMHO całkiem elegancko! Czyli mama szyje pudła z filcu :) 


Po co Ci to w ogóle Kobieto?

Chyba mnie rozumiecie? Potrzebne były mi pudła pod wymiar nowej "szafeczki" w przedpokoju. Same wiecie, jak to jest z kupowaniem koszyków czy pudeł na wymyślony przez siebie wymiar - w większości przypadków - mission impossible! A jak już coś w miarę się znajdzie, to cena całkiem nieadekwatna. I tak, szafeczka nasza stała już ponad miesiąc i świeciła nagimi półeczkami.

Jak się za to zabrać? 
Po prostu - igła w ruch!

Nie wiem dlaczego nigdy wcześniej się za coś podobnego nie zabrałam. Wydawało mi się, że potrzebna do tego jest maszyna do szycia i Bóg-wie-jaki-sprzęt. I musiałam dostać tę maszynę, żeby wydobyć z szafki zwykłe igły i nici i wziąć się do pracy :)



Raz, dwa, wpadłam na Allegro. Nakupiłam filcu. Jak dla pułku wojska - ale o tym dowiedziałam się dopiero jak rozpakowałam paczkę :) Koszt, wliczając wysyłkę - 19 pln (sprostowanie dot. ceny znajdziecie w komentarzach :). Wybrałam ciemnoszary filc 4 mm, 700g/ m2 jednostronnie impregnowany. Nie wiem właściwie po co ten impregnat - to chyba była jakaś nadgorliwość z mojej strony. Sprawił tylko, że zakupiony produkt miał paskudny chemiczny zapach i ciężej wbijało się weń igłę. Do tego potrzebny jeszcze czarny kordonek, solidna igła i podstawowe umiejętności krawieckie - wystarczy, że macie opanowany najprostszy ścieg - taki jak do fastrygowania (próbowałam też szyć na okrętkę czy krzyżykiem, ale najprostsze rozwiązanie wyglądało najlepiej).



Wycinamy na wybrany przez siebie wymiar 5 elementów - 4 boki i dno pudełka. I szyjemy! Najłatwiej chyba najpierw przytwierdzić ścianki do podstawy, a następnie zszywać poszczególne boki ze sobą. Ja na koniec doszyłam jeszcze po uchwycie. Jak to zwykle - prościzna - jeden wieczór i zrobione. Efekt? W sumie lepszy niż myślałam. Cieszę się, że filcu mam jeszcze spory zapas :) Na pewno znajdzie się jeszcze zapotrzebowanie na filcowe-cud-pudełka :)

Voila!


A jak prezentują się w przedpokoju. I jak prezentuje się przedpokój w nowej odsłonie... Pokażę już niedługo :)

A.

6 komentarzy:

  1. Superrrrr! Podoba mi się!! :) Ja też działam twórczo jesienią. Lada dzień pokażę ciekawe (mam nadzieję:)) DIY, zapraszam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana i taka prośba, podzielisz się miejsce, w którym kupiłaś filc? Bardzo tanio! Ciekawam czy są różne kolory...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi fajnie, że tu do mnie wpadasz :) Niestety dałam ciała - wczoraj wieczorem na szybko tylko popatrzyłam na Allegro ile ten filc kosztował i nie spojrzałam dokładnie - tyle to kosztował 1 kawałek czyli 50cm/100cm. Ja kupiłam ich trzy. To już nie zapłaciłam tak mało bo 40 zeta :) Kolory różne są, a sprzedający nazywa się "dorkabest".

      Usuń
    2. U Ciebie tak sympatycznie i od Ciebie emanuje taka pozytywna energia i dobre serducho, że będę zaglądać, oj będę. Nie pozbędziesz się mnie. ;) :)
      Pozdrowionka i dziękuję za informację!
      Katarynka

      Usuń
  3. Bardzo ładne pudełeczka, sama też takie zrobiłam będąc w ciąży jedno na listy malutkie, a drugie na gazety. Oczywiście też zamówiła za dużo filcu i do tego ciut za gruby, więc go sklejałam nie zszywałam, bo dziury musiałam robi za pomocą szpikulca, żadna igła nie chciała przejść ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, moje palce też nie wyglądały najlepiej po skończonym szyciu. Trochę się trzeba było namęczyć, ale dałam radę igłą, nie musiałam się do szpikulca uciekać :) Pozdrawiam ciepło! A.

      Usuń