piątek, 24 października 2014

Październikowe uff, efekty przekuwania i cała sesja foto :)




Mama  zombi

Ostatnio przyszły na mnie cięższe chwile :) Mała Z. daje w kość. Nie śpi w dzień. Nie śpi w nocy. Beznadziejna sprawa. Kolejne nieprzespane noce zamieniają mamę w domowe zombi. Koleżanka pociesza, że zombi teraz w modzie, nie powinnam  narzekać. A jednak. W dodatku październik jest w mojej pracy miesiącem budżetowania. A jak wiadomo, każda normalna mama na urlopie macierzyńskim - pracuje - a jakże! Więc i ja. Budżetuję. I tak oto czas na kreację (pomijam  kreatywne budżetowanie) i blogowanie drastycznie mi się skurczył. Wolne chwile w ciągu dnia staram się odsypiać. Wieczorami kwitnę nad tabelkami w excelu. Albo po prostu snuję się w zombiakowatym otępieniu. A moje szycie? A biżuteria? A mebloprojekty niedokończone?

Mebloprojekty niestety utknęły w martwym punkcie z powodu jakiejś dziury na moim koncie w banku, przez którą wyciekły mi wszystkie pieniążki.  Buu.
Biżuteria też niestety musi jeszcze poczekać. Chociaż już kilka dni temu przyszło kuszące zamówienie z Kadoro. Mimo totalnej pustki w portfelu, poza drucikiem, który mi się skończył, nie mogłam się powstrzymać i kupiłam kilka innych cudów. Przede mną m.in. pierwsze próby z oksydą i wig-jig :) ach, nie mogę się doczekać! Już wkrótce. Mam nadzieję, że po weekendzie będę mogła pochwalić się choćby jakimś malutkim nowym wyplotkiem.

A jak tam Twoje szycie? - spytacie. Miałaś przekuwać. Porażkę w sukces.

Singer i ja

No tu mogę się pochwalić. Przekułam. No prawie. Perypetii trochę z tym było. 
Cała rzecz polegać miała na uszyciu takiego oto topu, z Burdy "szkoła szycia":


I jak to zwykle u mnie - niby nic prostszego. Niby. Oj, pokory dziewczyno! Kiedy Ty się u licha nauczysz?! 
Model wybrałam ostrożnie - najprostszy, jak mi się zdaje, ze wszystkich wykrojów w tym numerze Burdy. W dodatku, nie chcąc jak zwykle zgrywać kozaka, postanowiłam pominąć wszywanie kieszeni, żeby niepotrzebnie nie komplikować pierwszego ubraniowego uszytka.
No i do roboty. Wybrałam tkaninę - białą, elastyczną, ciężką i lejącą - żeby w luźnym topie nie wyglądać jak w namiocie. Miał opływać me kształty kobiece, podkreślając mleczne atuty :) Elegancko skopiowałam wykrój. Dodałam zapasy na szwy, wycięłam tkaninę. Pospinałam wszystko równiutko szpilkami i bzzzzyyyyk pod maszynę. No i tu się zdziwiłam. Moja maszyna zamiast bzzzzyyyk elegancko śmignąć - dławiła się stękała i nic nie zdziałała. 
W sumie czułam, że tak będzie już gdy spinałam tkaninę szpilkami. Materiał był bardzo elastyczny a przy tym mięsisty i gęsty. Igła nie chciała się wbijać. Próbowałam podklejać fizeliną, naciągać, napinać, ale efekty były nadal beznadziejne. I cała praca wylądowała w koszu na śmieci :( brrr!
Mogłabym powiedzieć, że nie wiedziałam, że nie znam się na tym. Ale to tylko połowa prawdy. Druga połowa jest taka, że zanim zabrałam się do dzieła czytałam o tym, że z szyciem elastycznych tkanin jest kłopot. Że potrzebna cieńsza igła - a mimo to nadal może być ciężko. Ale, jak to ja - uznałam, że to nie może być takie trudne. Nawet jeśli nie mam odpowiedniej igły. Jakoś sobie poradzę - pomyślałam.
Nieustannie sama siebie zadziwiam. Co ja mam w głowie?!

Dubel, nie bubel

Ale zgodnie z założeniem, jakie przyświecało mi gdy przystąpiłam do projektu bauagany - nie poddałam się. Miałam jeszcze jeden materiał - miętową żorżetę. Również lejącą i ciężką. Ale, co w tym wypadku kluczowe, nie elastyczną :) I do dzieła. Z największą starannością. Powtórzyłam wszystkie kroki - skopiowałam, wycięłam, spięłam.


Tu trudność była tylko jedna. Tkanina beznadziejnie się siepała. Nie wiedziałam jak wykończyć materiał, żeby to się jakoś kupy trzymało. Ostatecznie, kierując się poradami płynącymi z Internetu postanowiłam obrzucić brzegi bardzo gęstym zygzakiem. Nie dało się szyć tuż przy brzegu, bo tkanina cała się "rozwalała", musiałam przeszyć tak 5mm od brzegu, a potem ostrożnie dociąć tkaninę nożycami do linii wyrysowanej zygzaczkiem. Efekt uznałam za względnie zadowalający.


Samo szycie poszło gładko. Bardzo się starałam. Fastrygowałam, zaprasowywałam. Pruć musiałam tylko raz - przy przeszywaniu szwu bocznego. Wszystko dlatego, że szycie tego szwu zaczęłam spod pachy w kierunku dołu. No i niestety gdy maszyna dojechała do końca tkaniny, okazało się, że dwa brzegi nie całkiem się spotkały :) więc w ruch poszła prujka. I od nowa. Tym razem zaczęłam z dołu do góry. Perfecto!



Nerwy puściły mi tylko przy dekolcie. Dekolt półokrągły trzeba było podłożyć do wewnątrz by powstał tunel na tasiemkę. Masakra! Wiele złych słów padło. Byłam gotowa już zarzucić pracę. Ale się cholera zawzięłam! Zaprasowywałam, spinałam szpilkami i fastrygowałam chyba ze trzy razy. Strasznie mi się to marszczyło wszystko, źle układało. Wydawało mi się, że nie ma możliwości, żeby zrobić to prosto. Ale jakoś, nie wiem jak, udało się. I powstał top.  

Podiwejta se:

(Pełna dokumentacja fotograficzna, mego dzieła wiekopomnego - przepraszam za jakość zdjęć i głupie miny Agi. Nie łatwo samemu zrobić sobie sesję. No, jak sobie robić siarę w necie to na całego! A co! )




Haha, szał, co? Topik wymaga jeszcze poprawek. Muszę poprawić podkrój jednej pachy bo jakoś odstaje. Wymieniona też zostanie tasiemka. I kto wie, może jakiś malunek pojawi się na koszulce?

Kto zauważył, że dzisiejszej mega-wypasionej-sesji-foto towarzyszyły moje uplotki? Normalnie stylizacja, że hej!





Z bauaganem w tle :)

A.

4 komentarze:

  1. Dla mnie bomba! :D A bauagan u mnie też. Próbuję z nim walczyć, nawet to wychodzi ale tylko na momentów kilka, bo zaraz pojawia się ponownie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowa komplementu od tak szyciowo doświadczonej kobiety, to miód na moje serce :) Bo ja w tych kwestiach to ledwie dwa do dwóch umiem dodać! No a bauagan - panoszy się szczególnie, gdy wpadam w szał twórczy - moje stanowisko pracy nigdy nie jest uporządkowane - totalny rozgardiasz w całym mieszkaniu! Dobrze chociaż, że sprzątać umiem jak należy :)

      Usuń
  2. Jestem u ciebie po raz pierwszy, piekny ten top, fajna sesja, zostaje na dluzej jesli pozwolisz:) Pozdrawiam serdecznie zza wielkiej wody:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się u mnie spodobało. Zawsze zparaszam :) I dziękuję za pozdrowienia z hen hen daleka :)

      Usuń