poniedziałek, 13 października 2014

Keep on trying! Szyjemy... no, prawie!

Myślicie pewnie, że zapomniałam już o moim Singerku. Nic podobnego! Pamiętam o nim, myślę, tęsknię, planuję i ... boję się :) Niby wstępnie już go oswoiłam. Uciecha była (pamiętacie? TU). Jednak nadal czuję respekt i niepewność gdy tylko próbuję bardziej intymnego z nim zbliżenia :) Mimo to - działam!

 




Wprawiam się!

Po woreczkowej porażce, wzięłam na warsztat - celem wprawki - fartuszek dla Małej M. Pod nóż trafił obrus, z 30 letnim stażem. Faktem jest, że ostatnie czasy spędził w piwnicy bo był już mocno niewyględny... ale i tak głupio się czułam gdy go tak - ciach, ciach - rozczłonkowałam. Jeszcze bardziej głupio się poczułam gdy zwłoki obrusika, walające się po desce do prasowania zobaczyła moja mama.
- Taki piękny obrus! - załamała ręce

Jak by tu spaprać fartuszek :)

Do fartuszka podeszłam z większym niż ostatnio staraniem. Nadal bez wykroju i linijki...ba! nawet bez pomiarów modelki... Ale za to z użyciem żelazka, szpilek i bardziej rozbudowanym etapem planowania :) W moim przypadku - to już jest coś.
Starania jednak okazały się wciąż niewystarczające. Na etapie planowania bowiem zapomniałam, że pasek fartuszka musi mieć dwa "wloty"-  u dołu by wpuścić weń "spódnicę" fartuszka i u góry, by wpuścić część górną. Jak zwykle, chciałam pójść na łatwiznę (no brak mi słów) i zamiast pasek zszyć z dwóch kawałków tkaniny, to pomyślałam, że szybciej będzie gdy tkaninę wyciętą w szeroki pasek złożę wzdłuż na pół i zaszyję z jednej tylko strony (ha! myślałam sobie - ja to jednak sprytna jestem, mniej roboty - lepszy efekt). 
I tak oto nie powstał wlot na wpuszczenie górnej części fartuszka. Więc od strony lewej, fartuszek wygląda mocno nieprofesjonalnie :). W dodatku w miejscach styku poszczególnych elementów, ilość przeszyć i ściegów maszynowych, jest no... hmm... z pewnością ponadnormatywna. Ale nic, to. Nie zrażam się. Myślę sobie, że fartuszek będzie trwalszy, a dla mnie to doskonała wprawka w szyciu prostych ściegów. Czyż nie?

Czy to już koniec?

Spytać możecie czy to już koniec krawieckich wybryków na moim koncie. A skąd! Mam za sobą jeszcze pierwszą przygodę z Burdą "Szkoła szycia" i zarazem kolejną wielką szyciową porażkę. Porażkę, którą niebawem planuję przekuć w wielki szyciowy sukces! Niestety jednak Mała Z. ząbkuje (kto przeżył - ten wie), więc nie wiem jak to z tym przekuwaniem będzie... Musi chyba chwilę poczekać. 

Blogowanie też musi poczekać. Lecę tulić.

Reszta szyciowych (i nie tylko) perypetii - niebawem :)

A.

3 komentarze:

  1. Ciesze się że się nie zrażasz a praktyka "czyni mistrza",wiec walcz i próbuj.A M.robi za super modelkę i chociaż z opisu nie całkiem hihi, zrozumiałam jak uszyłaś, to na małej wygląda b.dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Mała M. to robi za modelkę tylko jak sama chce, a nie jak mama prosi :) Wymarzyłam sobie piękne zdjęcia z jesiennymi rekwizytami, ale był foch i koniec - nie będzie pozować! Echh :) A w szczegóły szycia fartuszka chyba nie warto się zagłębiać - jedno jest pewne - tak się fartuszków nie szyje :)

      Usuń
  2. Chryste, nasz obrus :D

    Dobra robota siostrzyczko , jesteś zdecydowanie zbyt surowa dla siebie ;)

    OdpowiedzUsuń