piątek, 31 października 2014

Co wkurza mamę w październiku?


Październik dla mamy to nie był fajny miesiąc. Za nami pierwsze zęby Z. i pierwsza choroba. Za nami zmiana czasu z letniego na zimowy, którą Z. nie przejęła się wcale i niewzruszenie kontynuuje swoje zwykłe rytuały. To zmusiło Mamę do tego, by przyzwyczaić się, że godzina piąta rano, to naprawdę najnormalniejsza w świecie pora na pobudkę. 


Październik stanowił też dla mamy przedsmak powrotu do pracy - służbowe obowiązki zjadły resztki wolnego czasu i zostawiły paskudne echo "z tyłu głowy" - już wkróóótce, wkróótce, wkrótce.

W październiku też, Słodka Z. uparcie ćwiczyła nową umiejętność. Niewątpliwie bardzo ważną umiejętność. Niewątpliwie czemuś owa umiejętność ma służyć na długiej drodze rozwoju. Hmmm... No na pewno nie zdrowiu psychicznemu Mamusi! Na myśli mam zdolność do wydawania pewnych dźwięków. Znacie je? Dźwięków, których ludzkie ucho w ogóle nie powinno rejestrować. To takie dźwięki, które na filmach kruszą szkło, a w niefilmowej, szarej rzeczywistości zupełnie zwyczajnie świdrują mózg Mamusi. Znacie? O 5 rano, przypominam. Przecież ranek to najlepsza pora do trenowania pięknych treli!

Kilka dni temu, Mała M. zbudzona tym śpiewaniem, przydreptała do sypialni.
- Mamo. Ale Z. pięknie śpiewa! Jak w operze. Słyszysz?
- Tak córciu, wyobraź sobie - słyszę.
- Zobacz, ja też tak umiem!
I dalejże wtórować jedna drugiej. Która głośniej! Która wyżej! No czad, taki koncert o poranku :) 

W ostatnie dni października Panie w przedszkolu M. zbuntowały się i powiedziały że z takimi gilami, to nie chcą jej widzieć. Żeby została 2 dni w domu. Podkuruje się (no, na bank!). 
No i przecież mogłoby być tak pięknie. Przecież mama bez pamięci zakochana w swych dziecinkach. A tu taka okazja - dwie pod skrzydłami. Małe kaczuszki. Do wyłącznej Mamusi dyspozycji.
Mogłoby. Gdyby tak tylko się dało spędzić cały dzień na zabawie, przytulankach i rysowaniu. Mogłoby. Gdyby nie przykra konieczność wykonywania podstawowych czynności:

Mama: M. ubierz się proszę.
M: Nie chcę!

Mama: M, siadaj proszę do śniadania.
M: Nie! Nie chcę kanapki, chcę płatki!

Mama: M, idziemy myć zęby.
M: Nie, ja teraz rysuję, nie widzisz?

I tak z każdym, wydanym przez Mamę poleceniem.
A Mama aż się gotuje w środku i Wszystkich Świętych wzywa na pomoc - cierpliwości mi! I nici z sielskiej atmosfery! Do cholery - był już bunt dwulatka, potem trzylatka. Teraz czterolatka? I pewnie tak do skichania :)

Mówi jej Mama: Podejdź do mnie, nos wysmarkamy.
M podchodzi o kroczek.
Mama: No podejdźże dziewczyno, przecież masz gile do pasa.
M: Podchodzi o tiptopek. Mina naburmuszona.

I tak licytujemy się o te z trudem pokonane centymetry. Uff!

Mama prosi: Bawiłaś się pudełkiem na ciastka i zostawiłaś je na podłodze. Proszę odłóż je tam, skąd wzięłaś.
M: Teraz nie mogę bo jestem zajęta.
Mama: Proszę odłożyć zabawę i zrobić to, o co proszę.
M. naburmuszona bierze pudełko. Idzie do szafki. Odstawia - ale na inną półkę.
M.: Odstawiłam. Ale zobacz, nie tam gdzie chciałaś, tylko tu odstawiłam. Bo tu mi się podoba!
I Mamę już trzęsie. Już się chce licytować. Że nie tu, tylko tam i te rzeczy. Ale zaraz....
Mama: No i świetnie! Bo ja właśnie chciałam, żebyś tu odstawiła. Znakomicie. Dziękuję Ci córeczko!

Ha! Matka to podstępna musi być. I z gracją przedzierać się przez gąszcz pułapek wychowawczych :)

Ale w macierzyństwie fajne jest to, że wszystkie te trudy i mozoły wynagrodzić można chwilką: dwuzębnym uśmiechem Słodkiej Z., czy uściskiem ciepłej rączki M. gdy idziemy razem przez chłody jesiennych spacerów :)
 
Życzę Wam spokoju i ciepła w te nadchodzące pierwsze listopadowe dni.

A.




3 komentarze:

  1. Moje sliczne i naprawde jestes Kochajaca Mamusia,ale czasami sie "powkurzaj" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. UUUUuuuu wesolo :) Na samo przypomnienie tych porannych dzwiekow skora mi sie jezy na karku. I tez mi przypomina: juz niedlugo, niedlugo.... Trzymajcie sie cieplo i zdrowka dla dziewczynek:!!

    OdpowiedzUsuń
  3. No Martunia, też będziesz miała koncertów a koncertów :) Ech, a jak te wszystkie mamine "zmartwienia" miną to będziemy płakały: czemu te kruszynki tak szybko wyrosły?! Pozdrawiam ciepło moje wierne czytelniczki :) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń