wtorek, 16 września 2014

Weekendowy wire wrapping - pierwsze wrażenia

Dotarły już wszystkie biżuteryjne zamówienia i mimo morzącej mnie i Małą Z. gorączki, mogłam w ten weekend zabrać się do pracy. Co prawda zakupy nie wypadły tak, jak się tego spodziewałam i będę miała dla osób równie początkujących jak ja kilka porad w tej sprawie - ale o tym później.

Sama technika wire-wrapping też przyniosła wiele zaskoczenia :) Przede wszystkim - siet, to jest trudne! I to jak! Na filmikach z youtube wszystko wygląda tak łatwo. A tymczasem drut wygina się w sposób zupełnie niekontrolowany, plącze się i łamie. Zbudowanie symetrycznej bazy wymaga czasu, kilku pierwszych nieudanych prób i wielu ordynarnych przekleństw.

A jednak to wciągające i relaksujące zajęcie! Tylko wymaga odpowiedniego podejścia. Nie należy nastawiać się na szybki efekt. Bowiem nie z efektu ma płynąć przyjemność wire-wrapping, a z samego procesu tworzenia :) Trzeba się odprężyć i ze stoickim spokojem przeplatać pomału pętelkę za pętelką. Najgorszy jest pośpiech.

Oczywiście, narobiłam pełno błędów. Dwie sztuki spośród moich weekendowych wyrobów niestety musiałam natychmiast zeszrotować, bo nie nadawały się do niczego (thanks God, że nie kupiłam srebrnego drutu). Podzielę się moimi doświadczeniami w kolejnym poście - może komuś na coś się to przyda - ostatecznie lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na własnych :) W tej kwestii niewątpliwie mogę służyć pomocą!

W rezultacie przy życiu pozostawiałam kolczyki:

agat crackle fasetowany 10mm, agat biały fasetowany, miedziany drucik posrebrzany, srebrne bigle

Wykonałam je posiłkując się tym tutorialem klik. To był chyba dobry wybór na początek, chociaż w opisie podano stopień trudności: dla zaawansowanych. Ale - jak zwykle pomyślała Aga - co to dla mnie! Nie było tak źle, choć ostatecznie kolczyki wykonałam niepoprawnie - splot zrobiłam za gęsty. Ale i tak mi się podobają:)

Następna powstała zawieszka. To już twórczość własna. Jednak pierwsza jej wersja zupełnie mi się nie udała. Ta też daleka jest ideału, krzywuśna i obdrapana szczypcami tu i tam. Ale zostawiam ją (na razie...), bo prezentuje się na szyi dość ładnie:

akwamaryna fasetowana 8mm, nefryt bursztynowy, drucik miedziany posrebrzany

No, szału nie ma. Ale jest progres!
Mam nadzieję, że kolejne próby będą coraz bardziej udane.

A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz