piątek, 26 września 2014

Co wkurza mamę w piatek rano?

Coś czuję, że "Co wkurza mamę" będzie stałą rubryką na moim blogu.

Nie żeby mama była jakoś szczególnie nerwowa. Skąd! Ostoja spokoju w otulinie cierpliwości. Ale czasem...


Wkurza mamę to, że jej "piątek rano" z pomocą Słodkiej Z. zaczyna się już o 4:30. Co to w ogóle za godzina jest ja się pytam? Od razu wiadomo, że to nie będzie miły poranek.

Piątki rano to nie jest dobry czas. W piątek rano, po raz piąty w tygodniu mama wyprawia się z dziewczynkami do przedszkola. Niby nic prostszego - raz, raz - ot wziąć dwie dziewczynki pod pachę, przedszkole - tuż, tuż - bliziutko i tyle!


O nie, kto tak myśli, ten się myli. Tak to może i jest - w poniedziałki, ale w piątki to inna historia. W piątki doskwiera mamie to, że mieszka na trzecim piętrze bez windy. Żeby sobie więc ułatwić korzysta z chusty. Ułatwić! Też coś! Niby korzysta z niej codziennie, powinna mieć wprawę - a jednak zawsze jakoś źle ją zawiąże - za ciasno, za luźno. Latem w chuście za gorąco. Jesienią trzeba dzieciaczka cieplej ubrać -zapewniam, że nie będzie szczęśliwy wpychany w polarkach do ciasnej chusty. Ale mama wpycha!

W piątek rano wkurza mamę lustro w przedpokoju. Niby dobre lustro - takie lustrzane drzwi od szafy. Jednak Małej M. nie daje ono spokoju.  Gapi się w nie i gapi, miny stroi, uśmieszki, całuski, pozy. A mama prosi po dziesięć razy - ubierajże się dziewczyno! Przestępuje z nogi na nogę. Mała Z. już ubrana, poci się i wkurza. I wydaje z siebie te dźwięki, od których włosy na karku się jeżą. Najchętniej wzięłaby mama M. i szybko sama ubrała - ale nie, to nie wychowawczo, nie można!

Gdy M. ubierze się w końcu, zaczyna:

- Mamusiu a mogę się postroić?
- Co takiego?
- No uszminkować się i korale chciałam założyć, bo dziś ubrałaś mi taką zwykłą bluzkę bez żadnego obrazka, to jak ja będę w przedszkolu wyglądać?
-Teraz chcesz się stroić?

Mama już przy drzwiach, jedną nogą na korytarzu.

- Mamusiu, a mogę zabrać lalkę do przedszkola?
- To bierz, tylko biegiem.
czekanie...
- I co? - pyta mama
- Nie wiem którą wybrać...
-%^&$!

- Mamusiu i jeszcze przecież siusiu nie zrobiłam. Nie przypomniałaś mi! I teraz mi się chce!
- To leć!
- Ale guzik mi musisz odpiąć.
I mama na kolana - buch, z 7,5 kilo dziecka przywiązanym przy piersi. Odpina guzik. Potem wstać jakoś trzeba - a plecy i kolana w piątek myślą już o weekendzie i za cholerę nie chcą współpracować.

I oczywiście, przy tak zgrabnie wykonanym manewrze guzikoodpinania Mała Z. nie wytrzymuje - ulewa na siebie i na mamę połowę śniadania. Pysznie!

Wtedy mama idzie spokojnie do swojego pokoju, już w butach - brudząc piachem pół mieszkania - ale co tam, trudno, mąż odkurza. I wtedy mama bardzo brzydko się wyraża. I cieszy się, że Z. jeszcze niezbyt wiele rozumie.

Ostatecznie stwierdza, że to nic, że obrzygane, mokre a na dworze wieje i zimno. Trudno, idziemy. Byle tylko szybciej skończył się piątek rano.

Ale najbardziej to mamę wkurza sama mama. Że się tak wkurza o byle co. Że z powodu tak błahego jak niedospanie traci cały zapał do układania puzli, zabawy lalkami. Że burczy na wszystko i wszystkich :(

Ale wystarczy krótka drzemka. I już jest lepiej. I liście jesienne malujemy :)


Uff dobrze, że kolejny piątkowy poranek dopiero za 7 dni ;)

 A.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz