piątek, 26 września 2014

Co wkurza mamę w piatek rano?

Coś czuję, że "Co wkurza mamę" będzie stałą rubryką na moim blogu.

Nie żeby mama była jakoś szczególnie nerwowa. Skąd! Ostoja spokoju w otulinie cierpliwości. Ale czasem...


Wkurza mamę to, że jej "piątek rano" z pomocą Słodkiej Z. zaczyna się już o 4:30. Co to w ogóle za godzina jest ja się pytam? Od razu wiadomo, że to nie będzie miły poranek.

Piątki rano to nie jest dobry czas. W piątek rano, po raz piąty w tygodniu mama wyprawia się z dziewczynkami do przedszkola. Niby nic prostszego - raz, raz - ot wziąć dwie dziewczynki pod pachę, przedszkole - tuż, tuż - bliziutko i tyle!

środa, 24 września 2014

Kosmologia

Miałam zaczekać z tym do jutra...ale nie wytrzymam :) Chwalę się:

 Kosmologia
Drucik miedziany w kolorze srebrnym, ceramika 37 m, koraliki szklane

Ach, podoba mi się. Rzecz jasna główny efekt za sprawą pięknej ceramiki. Ale i tak jestem dumna. Nawet nie jest podrapany, a to nieczęsto mi się udaje! No i nazwę dostał z tej okazji - niech ma :)

Zdjęcie obrobiłam w online'owym  programie picmonkey.com polecanym przez Karolinę Krysztofiak na jej blogu, o TU. Co prawda z niewielu bajerów skorzystałam, ale strona fajna i wygodna w użytkowaniu, polecam. Również za sprawą bloga "Żyj Kochaj Twórz", na moich zdjęciach pojawiają się banerki "pin it" :) sama bym tego nie rozpracowała - dzięki!

I tak też, idąc za ciosem, walcząc ze wstydem postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu fotograficznym Karoliny. Podejmuję rękawicę! Zgłaszam zdjęcie mojego kosmicznego wisiorka. Może jakieś fory dla debiutantki? :)

A.

poniedziałek, 22 września 2014

Biżuteryjki jeszcze i jeszcze

Prędziutko, póki mała Z. jeszcze śpi dorzucam moje weekendowe prace.

Naszyjnik, wykonany z pomocą tutka: klik. Uff, nieźle się nad nim namęczyłam. Nie mam przekonania czy efekt jest tak spektakularny jak duży był nakład pracy. Ale miałam dobrą wprawkę w przeplataniu :) Fajny patent z tą taśmą klejącą.

drucik miedziany, jaspis karmelowy 30mm

I kolczyki, takie proste na szybko. Ładnie wyglądają na uchu. Niestety górna pętelka paskudnie podrapana szczypcami. Muszę w końcu kupić porządne okrągłe szczypce, bo tak to do bani wychodzi. Zastanawiam się czy nie przymierzyć się pomału do srebrnego drucika do prostszych projektów...


agat crackle fasetowany 10 mm, srebrna zawieszka, drucik miedziany, bigle angielskie srebrne

A.

niedziela, 21 września 2014

Co wkurza mamę?

Ostatnio:

Wieczór, po długim i wyczerpującym dniu (dzisiejszy, za sprawą słodkiej Z. zaczął się już o 05:00 rano).

Mama: M kochana, idziemy już do łóżeczka.
M: A dlaczego?
Mama: Bo jest już późno, a rano musimy wstać.
M: A dlaczego?
Mama: No bo przecież idziemy jutro do przedszkola.
M: A dlaczego? (sic!)
Mama: No jak to? Przecież musisz się spotkać z koleżankami Twoimi kochanymi, na pewno się za nimi stęskniłaś. Poza tym trzeba chodzić do przedszkola, żeby uczyć się różnych mądrych rzeczy.
M: A dlaczego?
Mama: O nie kochana, dość już tych dyskusji. Proszę, maszerujemy do łóżka.
M (niewzruszona): A dlaczego?
Mama (wkurzona:) ): BO JA TAK MÓWIĘ!

Heh, a jako początkująca mama obiecywałam sobie, że nie będę używała tych klasycznych "rodzicielskich" tekstów :)

Też tak macie? :)



A.

środa, 17 września 2014

Bauagany w wire-wrapping - czyli jak tego nie robić

Za mną kolejny wieczór zabawy z wire-wrapping. To jednak wciągające diabelstwo :) Maszyna do szycia, akwarele, wszystko leży odłogiem a ja plotę i plotę.

Dziś chciałam podzielić się moimi negatywnymi doświadczeniami i błędami, które może innym początkującym wydadzą się pomocne.

Zakupy

Już na tym etapie narobiłam dużo błędów. Przede wszystkim nie należy na siłę wyszukiwać najtańszych półproduktów. Sknerstwo nie popłaca :) Nie przypuszczałam, że mogą być takie różnice w jakości np. kamieni. Niestety z większości zakupów na Allegro, gdzie głównym kryterium wyboru sprzedającego była niska cena, jestem niezadowolona:( Kamienie są bardzo nieregularne, często pokruszone, mają źle wywiercone dziurki. Do niczego! A za darmo nie były :(
Fajne zakupy zrobiłam np. w sklepach kadoro.pl, skarbynatury.pl czy 925.pl

No i rzecz wydawałoby się oczywista - trzeba bardzo dokładnie zwracać uwagę w opisie przedmiotów na ich wymiary! Najlepiej na początku zakupy robić z linijką w ręku, żeby łatwiej wyobrazić sobie jak wybrany przez nas produkt będzie wyglądał. Niby prosta rzecz ale ja się w kilku wypadkach porządnie zdziwiłam :)

I jednak na początek lepiej się zdecydować czy kupujemy półfabrykaty srebrne czy posrebrzane i ograniczyć się do jednej z tych dwóch opcji. Tylko bigle do kolczyków warto kupić srebrne, niezależnie od tego, że pozostałe elementy wybrałyśmy posrebrzane. Jeśli mieszamy, to w rezultacie należałoby wszystkiego nakupować podwójnie a to bardzo podnosi koszty całej zabawy (o właśnie ja tak zrobiłam heh). Szkoda też wykorzystywać np. srebrne kulki czy przekładki do kolczyków, które całe wykonane są z elementów posrebrzanych - to trochę wyrzucanie pieniędzy (o właśnie ja tak teraz muszę robić :)).

Druciki

Kupiłam trzy grubości 0,8mm, 0,6mm i 0,4 mm. To był dobry wybór! A przestroga ma dotyczyć szatańskiego drucika 0,4 mm. Trzymajcie go w ryzach! Paskudnie się plącze. Najlepiej trzymać go w zwoju zabezpieczonym taśmą klejącą, żeby się nie nabałaganił. Wystarczy bowiem moment nieuwagi i mamy takie coś:


Rozplątywałam go pół wieczoru :)

Szczypce

No z tym mam właśnie kłopot. Nie kupiłam sobie jeszcze szczypiec okrągłych, a to chyba najbardziej potrzebne i przydatne narzędzie. Od tego trzeba zacząć! Z kolei ze szczypiec tnących mogłam na początku zrezygnować i pożyczyć takie ze skrzynki narzędziowej męża - nadają się równie dobrze.
Ale kłopot nie na tym polega, a na ich wykorzystaniu. Są bardzo pomocne przy trzymaniu drucianych elementów czy doginaniu niesfornych drucików, ale paskudnie przy tym niszczą sam drucik. Mimo, że staram się być delikatna, zostawiają na nim wyraźne uszkodzenia :( Nie wiem, czy ja coś źle robię?

Projekt

O to rzecz jest kluczowa. Spontan to chyba raczej dla początkujących się nie nadaje :) Wire-wrapping to technika, w której trzeba trochę pomyśleć. Zastanowić się jak powinien biec drucik, w którym miejscu zacząć oplatanie itp. Najlepiej na początek narysować sobie taki kolczyk. Można do rysunku przymierzyć kamienie, które chcemy wpleść, żeby ocenić czy się zmieszczą, w jakiej konfiguracji je ułożyć. Pomoże to też dobrać rozmiar ramy do wybranych koralików.

Oplatanie

No to po prostu wymaga wprawy. Ale można sobie pomóc zdrowym rozsądkiem i planowaniem kolejnych kroków. Bardzo ważny jest etap projektu - to naprawdę ułatwi pracę. Jeżeli wykonywany przez nas przedmiot składa się z kilku elementów - zawijasków połączonych ze sobą - dobrze je połączyć najpóźniej jak to możliwe. Ja, robiąc zawieszkę z wczorajszego postu, najpierw posczepiałam wszystkie elementy i dopiero zaczęłam oplatać. Bardzo mi to utrudniło pracę - było ciasno, mało miejsca do przeprowadzania drucika. Musiałam wszystko rozłączyć, każdy element opleść z osobna i dopiero potem połączyć je ze sobą.
Trzeba też pamiętać o tym, żeby na bieżąco prostować drucik służący nam do oplatania przesuwając po nim zaciśnięte palce. Jeśli zanadto się poplącze, ryzykujemy, że się ułamie, a dosztukowywanie nie przynosi dobrych efektów.

To takie moje pierwsze przemyślenia, na gorąco :) Trochę się już tych drucików namarnowałam!

A oto efekty dzisiejszej pracy. 
Komplet bransoletka i kolczyki. Tak bardziej wyjściowo :)

drucik posrebrzany, agat fasetowany, cytryn sopel, rzemień w metalicznym odcieniu
I jeszcze jedne, moje ulubione:

Agat crackle 10 mm, drucik posrebrzany, srebrne bigle i przywieszka


A.

wtorek, 16 września 2014

Weekendowy wire wrapping - pierwsze wrażenia

Dotarły już wszystkie biżuteryjne zamówienia i mimo morzącej mnie i Małą Z. gorączki, mogłam w ten weekend zabrać się do pracy. Co prawda zakupy nie wypadły tak, jak się tego spodziewałam i będę miała dla osób równie początkujących jak ja kilka porad w tej sprawie - ale o tym później.

Sama technika wire-wrapping też przyniosła wiele zaskoczenia :) Przede wszystkim - siet, to jest trudne! I to jak! Na filmikach z youtube wszystko wygląda tak łatwo. A tymczasem drut wygina się w sposób zupełnie niekontrolowany, plącze się i łamie. Zbudowanie symetrycznej bazy wymaga czasu, kilku pierwszych nieudanych prób i wielu ordynarnych przekleństw.

A jednak to wciągające i relaksujące zajęcie! Tylko wymaga odpowiedniego podejścia. Nie należy nastawiać się na szybki efekt. Bowiem nie z efektu ma płynąć przyjemność wire-wrapping, a z samego procesu tworzenia :) Trzeba się odprężyć i ze stoickim spokojem przeplatać pomału pętelkę za pętelką. Najgorszy jest pośpiech.

Oczywiście, narobiłam pełno błędów. Dwie sztuki spośród moich weekendowych wyrobów niestety musiałam natychmiast zeszrotować, bo nie nadawały się do niczego (thanks God, że nie kupiłam srebrnego drutu). Podzielę się moimi doświadczeniami w kolejnym poście - może komuś na coś się to przyda - ostatecznie lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na własnych :) W tej kwestii niewątpliwie mogę służyć pomocą!

W rezultacie przy życiu pozostawiałam kolczyki:

agat crackle fasetowany 10mm, agat biały fasetowany, miedziany drucik posrebrzany, srebrne bigle

Wykonałam je posiłkując się tym tutorialem klik. To był chyba dobry wybór na początek, chociaż w opisie podano stopień trudności: dla zaawansowanych. Ale - jak zwykle pomyślała Aga - co to dla mnie! Nie było tak źle, choć ostatecznie kolczyki wykonałam niepoprawnie - splot zrobiłam za gęsty. Ale i tak mi się podobają:)

Następna powstała zawieszka. To już twórczość własna. Jednak pierwsza jej wersja zupełnie mi się nie udała. Ta też daleka jest ideału, krzywuśna i obdrapana szczypcami tu i tam. Ale zostawiam ją (na razie...), bo prezentuje się na szyi dość ładnie:

akwamaryna fasetowana 8mm, nefryt bursztynowy, drucik miedziany posrebrzany

No, szału nie ma. Ale jest progres!
Mam nadzieję, że kolejne próby będą coraz bardziej udane.

A.

poniedziałek, 15 września 2014

Z przemyśleń małej M.

Zawsze żałuję, że nie mam możliwości rejestracji i zapisywania różnych przemyśleń mojej małej M. Próbowałam kiedyś chodzić z notesikiem i spisywać na bieżąco różne jej fajne teksty, pomysły, uwagi ale umówmy się - na dłuższą metę to nie da rady, tym bardziej, że takie napady twórczych przemyśleń mają zazwyczaj miejsce w sytuacjach, w których trudno o notes i spokojną chwilę do notowania. Myślałam o nagrywaniu naszych rozmów - ale zawsze zanim się zorientuję i zadobędę "dyktafon" to jest już za późno. Poza tym nie chcę by pościg za fajnymi tekstami zabił spontaniczność naszych pogawędek.

No ale coś tam w pamięci zawsze utkwi. I chciałabym właśnie te zapamiętane wyjątki dziecięcego słowotoku spisywać i po latach móc się nimi cieszyć :)

Nie wszystkie nadają się do publicznej informacji - jak na przykład przemyślenia o owłosieniu intymnym poszczególnych członków rodziny :) Bezcenne - to fakt :) Ale nader prywatne. No chyba, że dojrzeję kiedyś do tak głębokiego internetowego ekshibicjonizmu, ale to raczej mało prawdopodobne!

Najstarsze z zapamiętanych... rasistowsko:

Mała M. miała wtedy niecałe dwa latka. Nie potrafiła jeszcze rozróżniać i nazywać kolorów.
Z mamą na zakupach, widzi przy regałach ze słodyczami czarnoskórego mężczyznę.
Mała M - najpierw patrzy się natarczywie, w końcu, donośnym dziecięcym głosem oznajmia odkrycie: Mamusiu! Ten pan jest rózowy!
Na nieszczęście mama i Mała M. ponownie spotykają tego Pana przy kasach. 
Mała M - nadal patrzy się natarczywie. I kontynuuje swoją myśl z miną pełną dezaprobaty czy wręcz obrzydzenia: Mamusiu, wies co? Nie lubię rózowych!

A z dzisiaj, finansowo-lingwistycznie:

Rozmawiamy z mężem o tym jak powinnam poprosić w pracy o podwyżkę. Mała M. przysłuchuje się i usilnie próbuje się wtrącić. W końcu dopuszczamy ją do głosu:
- Mamo! No przecież nie mówi się podwyżka tylko podstawka!

Mój mądry czterolatek :)

A.

piątek, 12 września 2014

Kolejne debiuty - biżuteryjnie

Chwytam wszystkie sroki za ogon. Nie wiem czy to dobrze, ale przynajmniej mam dużo uciechy.
Wczoraj był dzień biżuteryjny. Podobało mi się :)

Ogólnie z tą biżuterią to sporo trudu przyniosły mi pierwsze zakupy.  Półprodukty kupowałam przez Internet, ale próbowałam usilnie zrobić to jakoś tak, żeby wszystko zamówić w jednym sklepie, tak by nie płacić kilka razy za wysyłkę. Ale się nie dało. Ostatecznie nakupowałam chyba w 4 różnych sklepach/hurtowniach internetowych.

Kolejny kłopot polegał na tym, że nie wiedziałam jakiej jakości produkty kupować. Srebrne? Posrebrzane? Bigle najprostsze, najtańsze, czy solidne angielskie? Nie wiem czy zrobiłam mądrze, ale w większości postawiłam jednak na lepsze półprodukty - kamienie naturalne, srebro itp. Wiem, że z początku pewnie sporo się zmarnuje, ale chciałam, żeby to była taka biżuteria, którą będę nosiła z ochotą. W sklepie nigdy nie kupiłabym posrebrzanych kolczyków. Więc robię tak, żeby miło było mi nosić moje "wyroby" i żeby bez wstydu móc obdarowywać rodzinę i przyjaciół, a co!  :) Wyjątek zrobiłam dla drucików do wire-wrapping - kupiłam miedziane posrebrzane, bo przypuszczam, że tu będą spore straty!

Choć to fakt - zapłaciłam jak za zboże... dobrze że mój S. nie zagląda mi na konto, bo by się załamał :)

No i kłopt ogromny w wyborze - co kupić?! Sklepy są tak bogato zaopatrzone, że nie wiedomo na co się zdecydować. Wszystko wydaje się tanie, ale jak szczodrze nawrzuca się do koszyka, to zaskoczenie przy kasie - murowane.
Kłopot w wyborze wielkości produktów - rozmiaru kamieni, przekładek, grubości drucików i szpilek, długości szpilek. Nabrałam w ciemno. Po prostu kupowałam niewielkie ilości z różnego rodzaju, tak dla sprawdzenia co się przyda a co nie. Część zakupów poodsyłałam. Ogółem całe zaopatrzanie zajęło mi ok tygodnia! (a myślałam, że to tak szast prast jeden wieczór). I już wiem, że niektórych rzeczy będzie mi brakować a niektóre zalegną w szufladzie na długo.
Ale kolejne zakupy na pewno pójdą łatwiej:)

Jeszcze wszystkie zamówienia nie spłynęły, ale nie mogłam się doczekać i wczoraj zmontowałam pierwszy zestawik. Bardzo posty - ale w prostocie siła, szyk i elegancja! :) Tak to sobie tłumaczę :)
Bransoletka miała mieć klasyczne zapięcie z łańcuszkiem przedłużką, ale nie miałam końcówek w odpowiednim rozmiarze. Zamierzam to jeszcze poprawić, chociaż taka też jest fajna.

Oto efekty mojej pracy:

Jadeit, Agat biały, srebro oksydowane, rzemień naturalny
Kolejnym wyzwaniem było zrobienie zdjęć. Ale chyba nie wyszło najgorzej?

A.



wtorek, 9 września 2014

Let's get it started! Szyjemy!

Szał i szok! Zagościł u mnie Singer :) Niespodzianie.
Poprosiłam niedawno teściową czy nie nauczyłaby mnie szyć na maszynie i czy nie mogłabym pożyczyć jej maszyny na jakiś czas. Zgodziła się. Ale zanim przyszło co do czego, w Lidlu ukazał się Singerek :) i teściowe wespół w zespół z moim S. zmówili się i kupili mi go w prezencie bardzo-przed-bożonarodzeniowym.
Juppi!

No ale radość radością, a tu trzeba szyć! Kłopot mój polega na tym, że w moim domu rodzinnym tradycji szyciowych było brak. Moja mama opierała się nawet przed przyszywaniem odprutych guzików.

Więc maszyna to dla mnie urządzenie-zagadka.

A, że lubię zagadki, dzisiaj, jak tylko mała Z. poszła drzemać, ja zabrałam się do dzieła. Wpadłam w szał tworzenia! Którego efekty, jak się później miało okazać, były dość mizerne :)

Poćwiczyłam chwilę różne ściegi na skrawkach materiałów. Ale potem, zaświtała mi myśl - co będę tak na pusto ćwiczyć? Uszyję coś prostego! Padło na woreczek - taki ze ściąganym sznureczkiem u góry. Ot taka wprawka. Bez linijki, żelazka, z byle jakich skrawków tak - na szybko. Uznałam, że to tak banalna rzecz, że w 15 minut sobie z tym poradzę.

"You stupid woman!" rzekłby klasyk. 

Nie wiem czy mogłam się bardziej pomylić. Nie dość powiedzieć, że woreczek mój pruć i przeszywać musiałam 2 razy. To jeszcze finalnie i tak wyszedł bez tunelu, bo musiałabym pruć jeszcze raz całą "pracę":D Na domiar złego, na koniec dla poprawienia jego mizernej kondycji przeprasowałam go żelazkiem i ... połowa nici się stopiła (ja nie wiem co to za nici były, help?). I oto mamy obraz nędzy i rozpaczy:


Ale, jeśli mam być szczera - i tak byłam dumna. Mój pierwszy uszytek :)

Przyznam, że do tej pory, kiedy oglądałam na blogach tutoriale typu: jak uszyć igielnik, jak uszyć woreczek czy jak uszyć poduszkę...to kompletnie nie rozumiałam o co chodzi. A w czym to problem? Cóż to za dokonanie uszyć woreczek?

A otóż wiem już, że to challenge nie lada:)

Jutro mykam do piwnicy w poszukiwaniu starych niechcianych obrusów. Będą kolejne "dzieła" :)

Z rozpędu twórczego wzięłam się nawet za przygotowanie podrysu do nowej akwareli... która zapewne podzieli sukces wiekopomnego woreczka, ale tym pochwalę się innym razem :)

A.

sobota, 6 września 2014

Łapiemy lato

To już ostatnie chwile. Będę tęsknić.


A.

Zarządzanie mamą w czasie cz. II

Jak ułatwiam sobie życie - o gotowaniu :)

Lubię gotować. Nawet bardzo. Ale nie chciałabym, żeby całe moje życie kręciło się wokół kuchni. No bez przesady, mam też inne zainteresowania!

Staram się żebyśmy jak najczęściej jedli domowe jedzenie. Bo, po pierwsze - oszczędność, po drugie -  wiem co wkładam do garnka i po trzecie - gotowanie jednak zalicza się do przyjemności :).
Staram się, żeby w naszej diecie było dużo warzyw, nie używam żadnych glutaminianów i dziwnych mieszanek przyprawowych czy kostek rosołowych (no może sporadycznie :). Nie gotuję też chyba tłusto.

Jak znajduję czas na gotowanie? Mam na to swoje sposoby. Co prawda Magda Gessler pewnie załamałaby ręce - ale mam to w nosie :)

Główny patent polega na tym, że gotuję raz a dobrze. Najczęściej w niedzielę wieczór (teraz to niekoniecznie, bo na macierzyńskim mogę na to poświęcić czas drzemki małej Z). I gotuję duuużo. Przynajmniej trzy potrawy każda w ilości na 2-3 dni. Dzielę na porcję dzienne i do słoików - buch. I szybko zapasteryzować lub, jeśli wiem że zjemy danie w przeciągu najbliższych dni  - zamknąć na gorąco. A w tygodniu tylko otwieramy sobie po słoiczku, wystarczy dogotować ryż, kaszę czy ziemniaki i gotowe.

Fakt - że taka metoda nieco ogranicza nasze menu. Są to głównie treściwe zupy z wkładką, dania jednogarnkowe, pieczenie. Dania, które trzeba zrobić na świeżo robię tylko w bardziej leniwe weekendy.

Ale wypracowałam już dość bogatą gamę przepisów odpowiednich do mojego systemu, zaakceptowanych przez mojego S i małą M, więc nie męczy nas monotonia.

Teraz niestety są dodatkowe ograniczenia spowodowane karmieniem piersią. Muszę uważać z przyprawami. I niestety musiałam wyeliminować z diety całkowicie krowie białko, więc odpada wiele pysznych składników jak sery, śmietana, wołowinka itp.

Oto co dziś przygotowałam:

Potrawka z kurczaka z dynią w mleczku kokosowym.

1 duża podwójna pierś z kurczaka
400 g dyni
1 cukinia (opcjonalnie)
2 papryki czerwone (opcjonalnie)
1 limonka
1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
2 puszki pomidorów
1 cebula + 2 ząbki czosnku
sól, pieprz, pietruszka, kolendra
olej

Cebulę i czosnek siekam, pozostałe składniki kroję w większą kostkę.

Przygotowanie to nic prostszego. Obsmażam kolejno na patelni - kurczaka (doprawionego solą i pieprzem), dynię, cukinię, paprykę, cebulę z czosnkiem. Potem wrzucam to razem do gara. Zalewam pomidorami i jeszcze solę (można dodać też płatków chilli). Chwilę duszę i dolewam mleczko kokosowe. Doprawiam sokiem z limonki (czasem dodaję też trochę skórki dla lepszego aromatu). Można dodać też imbiru. Na koniec dodaję posiekaną natkę pietruszki i kolendrę (to zazwyczaj robię przed podaniem danego dnia, żeby zioła były świeże i aromatyczne a nie takie wymoczone w sosie).


Może to nic szczególnego, ale wg mnie to smaczne kolorowe i aromatyczne danie pełne warzyw. Ja ze względu na okoliczności rodzinne przyprawiam bardzo delikatnie, ale można zrobić na pikantnie.

Dodatkowo tego dnia upiekłam całą brytfannę żeberek (choć to na naszym stole nieczęsty gość):

Żeberka w miodzie

Marynata:
ok 2 łyżki miodu
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżka musztardy
sok z połowy cytryny (ja wrzucam też do mięsa kilka plasterków wyciśniętej cytryny)
2 ząbki czosnku
pieprz
łyżeczka mąki ziemniaczanej

(proporcje marynaty podaję mniej więcej, ja zawsze daję na oko i próbuję jaki to ma smak :))

można dodać ulubione zioło - tymianek lub rozmaryn

Żeberka potrzymać w marynacie min godzinę - choć należałoby przynajmniej pół dnia.
Ja przed pieczeniem obsmażam jeszcze poszczególne kawałki mięsa. Przekładam wszystkie razem do brytfanny razem z marynatą i piekę na 180 st C aż będą miękkie. Pod koniec zdejmuję pokrywkę, żeby się trochę przypiekły.


Do tego wszystkiego, na kawałku żeberek ugotowałam gar zupy ogórkowej.
I voila obiad na dobre 8 dni gotowy :) A zajęło mi to 3 godziny pracy.



Smacznego!
A.

wtorek, 2 września 2014

Zarządzanie mamą w czasie cz. I

Każda mama dobrze wie, że jeśli się chce mieć w domu ugotowane, posprzątane, dzieci zaopiekowane i naprzytulane a do tego jeszcze żeby znaleźć czas na sport czy wyżywanie się artystyczne (nie zapominając rzecz jasna o pracy na etacie) to dobę należy sprytnie rozciągnąć do przynajmniej 30 godzin :D

Jak Wy to robicie? Dajecie radę?

Ja staram się jak mogę:)  Mam też pewne swoje patenty, które pomagają mi organizować życie rodzinne w taki sposób, żeby zostało jeszcze trochę czasu "dla mnie". 

Zasadniczo, to nie ma się co przechwalać - jeden z głównych "patentów" to baaaardzo pomocny mąż :) Tak, mój S. trzeba to przyznać to super koleś - odkurza, myje okna, zmywa, wynosi śmieci i pięknie opiekuje się dziewczynkami. A do tego, co najwspanialsze, wcale nie trzeba go o to prosić! On tak sam z siebie (no szok :) )

Są też patenty całkiem proste - po prostu niektórych rzeczy nie robię :) Np. prasowanie - ograniczyłam do minimum. Jakoś bardzo mi to nie przeszkadza. Prasuję tylko od czasu do czasu koszule męża. Polówki często prasuje sobie sam. Lubię też przeprasować byle jak pościel - wydaje mi się, że dłużej zachowuje świeżość - ale to nie zawsze i nie załamuję rąk kiedy brakuje mi na to czasu.

Mam też swoje, niekoniecznie super odkrywcze, sposoby na zakupy, gotowanie czy utrzymanie porządku, ale o tym później.

Tymczasem, póki mała Z. grzecznie śpi, prędziutko biorę się za zamówienie półproduktów do robienia biżuterii. O tak! To moje nowe wyzwanie - dam Wam znać jak mi pójdzie :)

A.