poniedziałek, 22 grudnia 2014

Świąteczne ciasto imbirowe - alternatywa dla piernika. Łatwe i ulubione :)


Dzisiaj jeszcze propozycja last minute na świąteczne wypieki. Mam dla was przepis, znalezion onegdaj w przepastnej Sieci :) Bardzo szybkie, ciemne i aromatyczne - jak najbardziej świąteczne ciasto imbirowe. Do przygotowania bez miksera. U mnie skutecznie zastąpiło tradycyjny piernik. Mmmm...

sobota, 20 grudnia 2014

Bożonarodzeniowo - noworoczny prezent dla Was, czyli Święta w Bauaganach :) Zapraszam!


Ho! Ho! Ho! U nas już Święta pełną gębą. Nie da się nie zauważyć bożonarodzeniowych dekoracji. Nie da się nie poczuć zapachu ciasteczek panoszącego się po całym naszym rodzinnym bauaganie. W powietrzu atmosfera oczekiwania. Prezenty niecierpliwie czekają schowane w szafie. I Wasz prezent też już czeka :) 


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Ozdoby choinkowe DIY. Do zrobienia samemu lub z dziećmi. Świątecznych inspiracji część druga.


Wybrałam dziś dla Was (i dla siebie) kilka inspirujących pomysłów na ozdoby choinkowe robione własnoręcznie. Moje kryteria doboru były nie tylko estetyczne. Kierowałam się też prostotą wykonania - wiele z tych ozdób możemy wykonać razem z dziećmi. Nie bez znaczenia był też faktor ekonomiczny :) By nasze drzewko było takie jak lubię - śliczne i tanie :) Da się? Zobaczmy:

sobota, 13 grudnia 2014

Jak pięknie ubrać choinkę? Świąteczne inspiracje.


Święta pomału zaczynają chodzić mi po głowie. Pierniczki upieczone. Rozglądam się za karpiem. I coraz bardziej nie mogę doczekać się choinki :)

czwartek, 11 grudnia 2014

Nocne fantazje Mamy


Fantazjuję! Codziennie w nocy snuję marzenia, obmyślam scenariusze. Tej nocy też, jak zwykle.

środa, 10 grudnia 2014

Grudniowe wyplotki. Wire wrapping :)

Blogosfera żyje już świętami Bożego Narodzenia. Gdzie nie spojrzę czytam o świątecznych dekoracjach, pomysłach na prezenty. Nawet listy do Świętego można napotkać na blogach tu i tam. Wszyscy już się szykują. 

Tylko ja jakoś się jeszcze nie całkiem szykuję. Listów nie piszę. Jestem na to za duża. Nie snuję marzeń o wspólnych, rodzinnych wieczorach przy pachnącej igliwiem choince. To chyba kolejny mankament "niepracowania". A może po prostu nie przyszła jeszcze moja pora? 

Ja sobie plotę. Tyle ile dam radę. Mała M. od wczoraj w przedszkolu. Zdążyłam się już przyzwyczaić do naszych wspólnych dni. A teraz nie wiem. Z jednej strony-  ufff nareszcie chwila ciszy. Z drugiej strony tęsknota za moim małym radosnym druhem.

- Mamusiu, a wiesz jak Cię kocham? - Mówi mi codziennie - Jak sto milion dodać sto milion dodać dwadzieścia osiem i jeszcze dodać pięć sto milion! ... I dwa!

Więc tęsknię. I plotę sobie też. Bo okazuje się, że uplotki moje nawet mają wzięcie! Serio, serio :) IIii fajnie :)

bigle, zawieszka - srebro, agat crackle fasetowany 10 mm

bigle, zawieszka - srebro, agat crackle fasetowany 10 mm

bigle srebrne, perełki Swarovski 6 mm

bigle srebrne, perełki Swarovski 6 mm

bigle srebro, agat crackle fasetowany 10 mm, agat biały fasetowany 4 mm

bransoletka srebro, perełki Swarovski 4mm

I zdradzę Wam, że był już u mnie Święty:) Zakradł się w nocy i schował coś w Maminym bucie. Maleńką paczuszkę. Ale z jaką zawartością! Będzie Mama tworzyć nowe cudeńka... Art Clay Silver jest mooooje :) Sasasa :)

Na razie leży w szufladzie. Dojrzewa.

Aż Mama dojrzeje do tego, by się nie bać i spróbować coś ulepić :)

Dziękuję Ci Święty Mikołaju!

A.

środa, 3 grudnia 2014

Wirus pogromca, czyli jak Mama wojuje z katarem u maluszka.

Spotkał katar Katarzynę. A-psik!

Miało być dzisiaj o czymś bardziej interesującym. Choć to zależy co dla kogo jest interesujące :) Tak czy inaczej - będzie o życiu. O maminej codzienności pośród chusteczek, gilów, smarków, kropli do nosa i wapna w syropie.

wtorek, 2 grudnia 2014

Aga i Liebster Blog Award


Przyszła pora i na mnie :) Magda (z bloga Zapiski Mamy) była tak miła i nominowała mnie do zabawy Liebster Blog Award. Bardzo Ci Magdu dziękuję za wyróżnienie!

Na czym to polega? Spieszę z wyjaśnieniem:

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

I chociaż nie do końca odpowiada mi łańcuszkowy charakter tej zabawy, to nie będę grymasić. Grzecznie i obszernie odpowiem na wszystkie pytania :)

wtorek, 25 listopada 2014

Tośmy sobie pogadali...

Wieczór.
Tata szykuje kąpiel Słodkiej Z. Zbiera po domu przydatne akcesoria.

Tata: Nie wiesz gdzie jest gryzak młodej? Ten czerwony?
Mama: Który czerwony?
Tata: No wiesz, ten pomarańczowy taki...
Mama: Pomarańczowy?
Tata: No ten z rybką...
Mama: A, ten różowy? Jest w łazience.

Lubię te nasze wieczorne pogawędki :)

Buziaki Małżowinku mój!


A.

czwartek, 20 listopada 2014

Wyzwania dzień czwarty. Czego nowego się nauczyłam.

Pytanie, które postawiła nam dziś Ula to: Czego nowego nauczyłaś się w poprzednim miesiącu? 

Tak się składa, że w ostatnim czasie uczę się mnóstwa rzeczy. Odkrywam nowe światy :) Wczoraj Chuck Norris,  dzisiaj Kolumb - szaleństwo! 



Osoby, które zaglądają do mnie od czasu do czasu wiedzą, że postawiłam przed sobą wyzwanie - wykorzystać czas urlopu macierzyńskiego na to, by nauczyć się rozmaitości, których zawsze chciałam spróbować i tych, o których nawet nie pomyślałam, że mogłabym ich spróbować! Otwieram się na liczne możliwości, na pomysły, które kiełkują gdzieś w głowie. Trochę wysiłku. Szczypta odwagi :) Wyrwanie się z utartego rytmu codziennych obowiązków. 
Musiałam wyzbyć się wrodzonego perfekcjonizmu - dać sobie miejsce na błędy. Cierpliwość do podejmowania kolejnych prób. I czas. Nie oczekuję natychmiastowych efektów. Cieszę się samym staraniem, pracą i drobnymi sukcesami.

Ciekawa jestem co ta nauka i otwartość mi przyniosą. Czy gdzieś mnie zaprowadzą? A może okaże się, że nie jest to wiele warte... Zmarnuję tylko czas, energię i pieniądze? Tego jeszcze nie wiem :)

Wygląda więc na to, że temat Uli, dał mi pretekst do niewielkiego podsumowania moich ostatnich starań :)

środa, 19 listopada 2014

Klękajcie Narody... albowiem uszyłam poduchę!

Dziś przyszła pora na post twórczy :) Zadany temat: Moja ostatnia praca kreatywna.


Myślę sobie, że to co chcę Wam zaprezentować nie jest chyba jakoś szczególnie kreatywne. Wątpię czy to jest dzieło na miarę wyzwania. Powinnam raczej przedstawić nowe biżuteryjne wyplotki. Albo jeszcze lepiej - dokończyć wreszcie tę akwarelę, której podrys kurzy się już od września. Odważyć się i pokazać Wam moje malunki.

wtorek, 18 listopada 2014

Ja i muzyka

Pora na kolejny post wyzwaniowy. Czasu wiele nie mam, bo pędem (póki słodka Z śpi) muszę zabrać się za jakąś pracę kreatywną, żeby jutro mieć co opublikować... Ach, to wyzwanie!

foto link, foto link


Temat na dziś pozornie łatwy. Moja lista muzyczna do pracy kreatywnej. Właściwie, jak znalazł, skoro mam zabierać się za tworzenie właśnie.

Kłopot mój polega na tym, że odkąd mam dzieci, z muzyką jakoś mi nie po drodze. W domu jest nieustanny harmider i hałas. Jeszcze muzyka do tego? Nie ma mowy! Musiałabym chyba sobie głowę odmontować i położyć gdzieś w bezpiecznym miejscu, żeby nie zwariować.

Mała M. jest potokiem słowami płynącym. Gada bez ustanku! Nie potrzebuje nawet chwili wytchnienia. Za to ja tak. Ciszy, jak powietrza!

poniedziałek, 17 listopada 2014

Wyzwanie Uli - 5 dni do lepszego bloga - palec do budki!

Co bym zrobiła gdybym miała 100 tys zł. na koncie w banku?


To pierwszy z pięciu tematów, na który przyjdzie mi wypowiedzieć się w ramach wyzwania Uli z bloga Sen Mai. Wyzwanie to bowiem na tym polega, by każdego dnia opublikować post o zadanym tytule. Zaczynamy dzisiaj. Kończymy w piątek. Dam radę? Tak codziennie? Brrmmmhmmm... No a jaaak?! :)

Patrzę więc na pierwszy temat. Ekhm...
Co bym zrobiła gdybym miała 100 tys zł.?

niedziela, 16 listopada 2014

Co tam mama naplotła? Zmagam się z wire wrapping.

Echh, przyszła pora by zameldować Wam co tam u mnie na froncie biżuteryjnym słychać. Niestety nie bardzo mam się czym chwalić. Dlaczego? Nie wiem... Brak talentu? Braki sprzętowe i skąpstwo zakupowe? Czas pokaże :) Na pewno jestem bogatsza o kilka doświadczeń, którymi chętnie się z Wami podzielę!


rubinyt, jadeit szafirowy, drucik posrebrzany


drucik miedziany, czeski kryształ, koraliki galwanizowane - całość oksydowana



drucik posrebrzany, awenturyn zielony kropla 10mm, perełki Swarovski - oksydowane

czwartek, 13 listopada 2014

Co nowego w listopadzie? Bawię się filcem :)

Zahulała jesień w bauaganach. Dmuchnęła chłodem z dworu. Nawiała liści. Zrobiło się pusto, cicho i szaro. Nic się nie dzieje. Pierwsza blogowa czarna dziura.


Już?! Spytacie. Już Ci się znudziło to całe blogowanie?
Nie, no co Wy?! Odpowiem. Ale czasem trudno utrzymać dobre tempo, dotrzymać kroku postawionym przed samą sobą wyzwaniom. 

Półtora tygodnia M. spędziła w domu na "chorobowym". To nie pomogło. Teraz jakoś nie mogę wrócić do swojego zwykłego rytmu. Nie mogę nadrobić deficytów snu. Robota rozłazi mi się w rękach.
Ale to nie tak, że nic nie robiłam. Projekt przecież trwa, jeszcze wiele wyzwań przede mną. W głowie kłębią się pomysły, tematy, plany. Trudno pisać o wszystkim na raz. Trudno wszystko na raz wprowadzić w czyn. Trzeba mierzyć siły na zamiary i lawinę mamuśkowego aktywizmu dzielić na mniejsze cząstki - możliwe do realizacji w domowo-rodzinnych warunkach.

Dziś wiec drobiazg. Coś co okazało się bajecznie proste, tanie a przyniosło dużo uciechy i prezentuje się IMHO całkiem elegancko! Czyli mama szyje pudła z filcu :) 

środa, 5 listopada 2014

Pierwsze prawo ząbkowania wg. Z.


Jak najlepiej ukoić ząbkowe cierpienia? Każda mama wie. Dzieciaczka na ręce - hokus pokus - i już ząbki bolą mniej. To magiczna moc rąk maminych. Hop i wszystkie zmartwienia znikają jak ręką odjął. I to nie byłoby takie złe. Ha - byłoby to nawet genialne rozwiązanie na trudne chwile spędzone z maluszkiem. Gdyby nie jeden szkopuł:

piątek, 31 października 2014

Co wkurza mamę w październiku?


Październik dla mamy to nie był fajny miesiąc. Za nami pierwsze zęby Z. i pierwsza choroba. Za nami zmiana czasu z letniego na zimowy, którą Z. nie przejęła się wcale i niewzruszenie kontynuuje swoje zwykłe rytuały. To zmusiło Mamę do tego, by przyzwyczaić się, że godzina piąta rano, to naprawdę najnormalniejsza w świecie pora na pobudkę. 

środa, 29 października 2014

Dla kogo urządzamy pokój dziecięcy? Garść inspiracji i pierwsze linkup party!

Teoretycznie odpowiedź na to pytanie jest oczywista - dla dzieci. Ale czy na pewno? Tak z ręką na sercu? Gdy przedzieram się przez nieskończone źródło kuszących inspiracji (Pinterest) i wzdycham z zachwytem nad kolejnymi dziecięcymi aranżacjami z ulubionych blogów - zaczynam się wahać. Piękne ale... Tam naprawdę mieszkają dzieci? I bawią się tylko tymi designerskimi zabawkami leżącymi grzecznie na półkach? Seriously?

piątek, 24 października 2014

Październikowe uff, efekty przekuwania i cała sesja foto :)




Mama  zombi

Ostatnio przyszły na mnie cięższe chwile :) Mała Z. daje w kość. Nie śpi w dzień. Nie śpi w nocy. Beznadziejna sprawa. Kolejne nieprzespane noce zamieniają mamę w domowe zombi. Koleżanka pociesza, że zombi teraz w modzie, nie powinnam  narzekać. A jednak. W dodatku październik jest w mojej pracy miesiącem budżetowania. A jak wiadomo, każda normalna mama na urlopie macierzyńskim - pracuje - a jakże! Więc i ja. Budżetuję. I tak oto czas na kreację (pomijam  kreatywne budżetowanie) i blogowanie drastycznie mi się skurczył. Wolne chwile w ciągu dnia staram się odsypiać. Wieczorami kwitnę nad tabelkami w excelu. Albo po prostu snuję się w zombiakowatym otępieniu. A moje szycie? A biżuteria? A mebloprojekty niedokończone?

środa, 22 października 2014

Sycylijski Gulasz Rybny

Specjalnie na życzenie Marty, dziś do kuchennego pobojowiska dorzucam gulasz rybny - zwany sycylijskim. Wypatrzyłam go kiedyś na moim ulubionym blogu - Kuchnia Obłędnie Zdrowa. Wprowadziłam niewielkie modyfikacje i odtąd regularnie gości na naszym stole. Jest w nim wszystko, co lubię - anchovies, kuskus, skórka cytrynowa, pomidory i rzecz jasna ryba. Pycha! Dietetyczne, zdrowe danie - polecam!



czwartek, 16 października 2014

Od Małej M. na koniec tygodnia :)

Rano. W drodze do przedszkola. Mijamy zostawioną przez jakiegoś psa niemiłą niespodziankę na chodniku. Pies najwidoczniej przechodził sensacje żołądkowe.
Mała M. zatrzymuje się i pochyla nad znaleziskiem.
M: Mamusiu, a co to jest??
Mama: Nie widzisz? To kupa!
M: Ale jak to? Z sosem?!

Umarłam :)))

Miłego piątku! Już niedługo weekend.

A.

środa, 15 października 2014

Kto ma chętkę na 50 zł na zakupy w WESTWING? Nie ma nic za darmo!

Korzystajcie! można wyhaczyć piękne skarby:

 

Źródło Westwing

 


























No i stało się. Mój pierwszy post wnętrzarski. Czekałam, chuchałam - żeby to było coś wyjątkowego. Bo wnętrza, dekoratorstwo, piękne przedmioty to chyba moja największa miłość. Tematu się bałam, bo nie znam się na tym zbyt dobrze - moje mieszkanie przypomina bardziej showroom IKEI niż cokolwiek innego,  a w okół tyle onieśmielająco pięknych blogów wnętrzarskich. No nie miałam odwagi.

A tu dziś, proszę - ośmielam się - przełamuję. I po co? Żeby zamieścić post reklamowy! Skandal. Granda. Nie tak miało być. Ale pomyślałam, że może warto? Może się ucieszycie? 50 zł w prezencie to chyba niekiepski pomysł?

poniedziałek, 13 października 2014

Keep on trying! Szyjemy... no, prawie!

Myślicie pewnie, że zapomniałam już o moim Singerku. Nic podobnego! Pamiętam o nim, myślę, tęsknię, planuję i ... boję się :) Niby wstępnie już go oswoiłam. Uciecha była (pamiętacie? TU). Jednak nadal czuję respekt i niepewność gdy tylko próbuję bardziej intymnego z nim zbliżenia :) Mimo to - działam!

 


piątek, 10 października 2014

Zła ślina i niedościgłe nietoperze

Czyli Małej M. wizja świata :)

 


Trochę marzeń

Noc ciemna i głęboka. Dom Państwa J. śpi. Z pokoju Małej M. dochodzi wołanie:
M: Mamo!

wtorek, 7 października 2014

Biżuteryjki. Babciowo? O nie! Młodzieżowo-konkursowo!

Mąż mnie wczoraj nieźle podsumował, nie ma co! Ale konstruktywna krytyka motywuje do działania. Przedstawiam Wam zatem najnowsze wyplotki, Te młodzieżowe i te babciowe :) I zgłaszam się do mojego pierwszego "rękodzielniczego" konkursu!


niedziela, 5 października 2014

Szybka drożdżówka z owocami i kruszonką - dla bardzo zajętych mam - bez wyrabiania!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moim ulubionym przepisem. Przepisem na samo-robiącą-się drożdżówkę:) Cód-Malina - jak mówi mała M! Nie mogę sobie wyobrazić nic przyjemniejszego na jesienne popołudnie, niż unoszący się w domu zapach ciasta drożdżowego, kubek herbaty z malinami i smak maminej drożdżówy! I zero roboty - ha! Co Wy na to?


środa, 1 października 2014

Akty twórcze Państwa J.

Jesienną porą aktywność twórcza u Państwa J. wzbiera i w siłę rośnie. Nie tylko Mama stara się o tytuł "kreatywnej". Mała M. i jej Tata depczą Mamie po piętach. 

Tata zajęcia miał ostatnio meblotwórcze. Ich efekty niebawem zaprezentuję w bauaganach :) Kolejne mebloprojekty drepczą nóżkami i niecierpliwie czekają na swoją kolej :) Będzie się działo!

Mała M. nie pozostaje w tyle. Miłość do kredek, farbek, kleju i nożyczek powraca po długim okresie wakacyjno-plażowej abstynencji. Poniżej zamieszczam pierwsze jej efekty. Obrazek autorstwa Małej M. przypisy - Mama :)

Łąkowy thriller

Słodziacki, co? Najbardziej lubię fistaszki... choć do dziś nie wiem dlaczego akurat tak się nazywają. Ten tutaj ma ostry dziób i pikuje prosto na biedną pszczółkę! Horror! Faworytem Taty, na tym obrazie, pozostaje niezmiennie ul :)

A Mama, jak to Mama uplotła kolczyki:

srebro oksydowane, agat zielony, drucik miedziany w kolorze srebrnym

Do kompletu powstaje jeszcze wisior. Powstaje i powstaje i powstaje....i końca nie widać. Za dużo bloguję, za mało pracuję! Dlatego już - poszła! Do roboty! :)

A.

wtorek, 30 września 2014

Blogowe rozterki nie-całkiem-blogerki

Czyli moje refleksje po pierwszym miesiącu blogowania.


Założyłam tego bloga pod wpływem impulsu. Nie była to jakoś szczególnie przemyślana idea, koncepcja czy inny wielki plan. Ot po prostu - coś trzeba robić, dzielić się tym i jakoś motywować się do działania.

Nigdy wcześniej nie czytywałam też wielu blogów. Miałam kilka swoich ulubionych- kulinarnych, na które zaglądałam od czasu do czasu gdy naszła mnie ochota na jakieś nowe kuchenne wyzwania. Na pozostałe blogi trafiałam raczej z przypadku.

Tak naprawdę blogosferę odkrywam dopiero teraz, tworząc własnego bloga. Dowiaduję się, że są takie cuda jak Candy, wyzwania i inne wymysły. Że jest cała etykieta blogowa - trzeba tu nawet uważać z komentarzami (lub ich brakiem) bo można zrobić jakąś gafę. Że wypada się wzajemnie "polubiać", "followować", "tweetować" czy przypinać. No masakra!


piątek, 26 września 2014

Co wkurza mamę w piatek rano?

Coś czuję, że "Co wkurza mamę" będzie stałą rubryką na moim blogu.

Nie żeby mama była jakoś szczególnie nerwowa. Skąd! Ostoja spokoju w otulinie cierpliwości. Ale czasem...


Wkurza mamę to, że jej "piątek rano" z pomocą Słodkiej Z. zaczyna się już o 4:30. Co to w ogóle za godzina jest ja się pytam? Od razu wiadomo, że to nie będzie miły poranek.

Piątki rano to nie jest dobry czas. W piątek rano, po raz piąty w tygodniu mama wyprawia się z dziewczynkami do przedszkola. Niby nic prostszego - raz, raz - ot wziąć dwie dziewczynki pod pachę, przedszkole - tuż, tuż - bliziutko i tyle!

środa, 24 września 2014

Kosmologia

Miałam zaczekać z tym do jutra...ale nie wytrzymam :) Chwalę się:

 Kosmologia
Drucik miedziany w kolorze srebrnym, ceramika 37 m, koraliki szklane

Ach, podoba mi się. Rzecz jasna główny efekt za sprawą pięknej ceramiki. Ale i tak jestem dumna. Nawet nie jest podrapany, a to nieczęsto mi się udaje! No i nazwę dostał z tej okazji - niech ma :)

Zdjęcie obrobiłam w online'owym  programie picmonkey.com polecanym przez Karolinę Krysztofiak na jej blogu, o TU. Co prawda z niewielu bajerów skorzystałam, ale strona fajna i wygodna w użytkowaniu, polecam. Również za sprawą bloga "Żyj Kochaj Twórz", na moich zdjęciach pojawiają się banerki "pin it" :) sama bym tego nie rozpracowała - dzięki!

I tak też, idąc za ciosem, walcząc ze wstydem postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu fotograficznym Karoliny. Podejmuję rękawicę! Zgłaszam zdjęcie mojego kosmicznego wisiorka. Może jakieś fory dla debiutantki? :)

A.

poniedziałek, 22 września 2014

Biżuteryjki jeszcze i jeszcze

Prędziutko, póki mała Z. jeszcze śpi dorzucam moje weekendowe prace.

Naszyjnik, wykonany z pomocą tutka: klik. Uff, nieźle się nad nim namęczyłam. Nie mam przekonania czy efekt jest tak spektakularny jak duży był nakład pracy. Ale miałam dobrą wprawkę w przeplataniu :) Fajny patent z tą taśmą klejącą.

drucik miedziany, jaspis karmelowy 30mm

I kolczyki, takie proste na szybko. Ładnie wyglądają na uchu. Niestety górna pętelka paskudnie podrapana szczypcami. Muszę w końcu kupić porządne okrągłe szczypce, bo tak to do bani wychodzi. Zastanawiam się czy nie przymierzyć się pomału do srebrnego drucika do prostszych projektów...


agat crackle fasetowany 10 mm, srebrna zawieszka, drucik miedziany, bigle angielskie srebrne

A.

niedziela, 21 września 2014

Co wkurza mamę?

Ostatnio:

Wieczór, po długim i wyczerpującym dniu (dzisiejszy, za sprawą słodkiej Z. zaczął się już o 05:00 rano).

Mama: M kochana, idziemy już do łóżeczka.
M: A dlaczego?
Mama: Bo jest już późno, a rano musimy wstać.
M: A dlaczego?
Mama: No bo przecież idziemy jutro do przedszkola.
M: A dlaczego? (sic!)
Mama: No jak to? Przecież musisz się spotkać z koleżankami Twoimi kochanymi, na pewno się za nimi stęskniłaś. Poza tym trzeba chodzić do przedszkola, żeby uczyć się różnych mądrych rzeczy.
M: A dlaczego?
Mama: O nie kochana, dość już tych dyskusji. Proszę, maszerujemy do łóżka.
M (niewzruszona): A dlaczego?
Mama (wkurzona:) ): BO JA TAK MÓWIĘ!

Heh, a jako początkująca mama obiecywałam sobie, że nie będę używała tych klasycznych "rodzicielskich" tekstów :)

Też tak macie? :)



A.

środa, 17 września 2014

Bauagany w wire-wrapping - czyli jak tego nie robić

Za mną kolejny wieczór zabawy z wire-wrapping. To jednak wciągające diabelstwo :) Maszyna do szycia, akwarele, wszystko leży odłogiem a ja plotę i plotę.

Dziś chciałam podzielić się moimi negatywnymi doświadczeniami i błędami, które może innym początkującym wydadzą się pomocne.

Zakupy

Już na tym etapie narobiłam dużo błędów. Przede wszystkim nie należy na siłę wyszukiwać najtańszych półproduktów. Sknerstwo nie popłaca :) Nie przypuszczałam, że mogą być takie różnice w jakości np. kamieni. Niestety z większości zakupów na Allegro, gdzie głównym kryterium wyboru sprzedającego była niska cena, jestem niezadowolona:( Kamienie są bardzo nieregularne, często pokruszone, mają źle wywiercone dziurki. Do niczego! A za darmo nie były :(
Fajne zakupy zrobiłam np. w sklepach kadoro.pl, skarbynatury.pl czy 925.pl

No i rzecz wydawałoby się oczywista - trzeba bardzo dokładnie zwracać uwagę w opisie przedmiotów na ich wymiary! Najlepiej na początku zakupy robić z linijką w ręku, żeby łatwiej wyobrazić sobie jak wybrany przez nas produkt będzie wyglądał. Niby prosta rzecz ale ja się w kilku wypadkach porządnie zdziwiłam :)

I jednak na początek lepiej się zdecydować czy kupujemy półfabrykaty srebrne czy posrebrzane i ograniczyć się do jednej z tych dwóch opcji. Tylko bigle do kolczyków warto kupić srebrne, niezależnie od tego, że pozostałe elementy wybrałyśmy posrebrzane. Jeśli mieszamy, to w rezultacie należałoby wszystkiego nakupować podwójnie a to bardzo podnosi koszty całej zabawy (o właśnie ja tak zrobiłam heh). Szkoda też wykorzystywać np. srebrne kulki czy przekładki do kolczyków, które całe wykonane są z elementów posrebrzanych - to trochę wyrzucanie pieniędzy (o właśnie ja tak teraz muszę robić :)).

Druciki

Kupiłam trzy grubości 0,8mm, 0,6mm i 0,4 mm. To był dobry wybór! A przestroga ma dotyczyć szatańskiego drucika 0,4 mm. Trzymajcie go w ryzach! Paskudnie się plącze. Najlepiej trzymać go w zwoju zabezpieczonym taśmą klejącą, żeby się nie nabałaganił. Wystarczy bowiem moment nieuwagi i mamy takie coś:


Rozplątywałam go pół wieczoru :)

Szczypce

No z tym mam właśnie kłopot. Nie kupiłam sobie jeszcze szczypiec okrągłych, a to chyba najbardziej potrzebne i przydatne narzędzie. Od tego trzeba zacząć! Z kolei ze szczypiec tnących mogłam na początku zrezygnować i pożyczyć takie ze skrzynki narzędziowej męża - nadają się równie dobrze.
Ale kłopot nie na tym polega, a na ich wykorzystaniu. Są bardzo pomocne przy trzymaniu drucianych elementów czy doginaniu niesfornych drucików, ale paskudnie przy tym niszczą sam drucik. Mimo, że staram się być delikatna, zostawiają na nim wyraźne uszkodzenia :( Nie wiem, czy ja coś źle robię?

Projekt

O to rzecz jest kluczowa. Spontan to chyba raczej dla początkujących się nie nadaje :) Wire-wrapping to technika, w której trzeba trochę pomyśleć. Zastanowić się jak powinien biec drucik, w którym miejscu zacząć oplatanie itp. Najlepiej na początek narysować sobie taki kolczyk. Można do rysunku przymierzyć kamienie, które chcemy wpleść, żeby ocenić czy się zmieszczą, w jakiej konfiguracji je ułożyć. Pomoże to też dobrać rozmiar ramy do wybranych koralików.

Oplatanie

No to po prostu wymaga wprawy. Ale można sobie pomóc zdrowym rozsądkiem i planowaniem kolejnych kroków. Bardzo ważny jest etap projektu - to naprawdę ułatwi pracę. Jeżeli wykonywany przez nas przedmiot składa się z kilku elementów - zawijasków połączonych ze sobą - dobrze je połączyć najpóźniej jak to możliwe. Ja, robiąc zawieszkę z wczorajszego postu, najpierw posczepiałam wszystkie elementy i dopiero zaczęłam oplatać. Bardzo mi to utrudniło pracę - było ciasno, mało miejsca do przeprowadzania drucika. Musiałam wszystko rozłączyć, każdy element opleść z osobna i dopiero potem połączyć je ze sobą.
Trzeba też pamiętać o tym, żeby na bieżąco prostować drucik służący nam do oplatania przesuwając po nim zaciśnięte palce. Jeśli zanadto się poplącze, ryzykujemy, że się ułamie, a dosztukowywanie nie przynosi dobrych efektów.

To takie moje pierwsze przemyślenia, na gorąco :) Trochę się już tych drucików namarnowałam!

A oto efekty dzisiejszej pracy. 
Komplet bransoletka i kolczyki. Tak bardziej wyjściowo :)

drucik posrebrzany, agat fasetowany, cytryn sopel, rzemień w metalicznym odcieniu
I jeszcze jedne, moje ulubione:

Agat crackle 10 mm, drucik posrebrzany, srebrne bigle i przywieszka


A.

wtorek, 16 września 2014

Weekendowy wire wrapping - pierwsze wrażenia

Dotarły już wszystkie biżuteryjne zamówienia i mimo morzącej mnie i Małą Z. gorączki, mogłam w ten weekend zabrać się do pracy. Co prawda zakupy nie wypadły tak, jak się tego spodziewałam i będę miała dla osób równie początkujących jak ja kilka porad w tej sprawie - ale o tym później.

Sama technika wire-wrapping też przyniosła wiele zaskoczenia :) Przede wszystkim - siet, to jest trudne! I to jak! Na filmikach z youtube wszystko wygląda tak łatwo. A tymczasem drut wygina się w sposób zupełnie niekontrolowany, plącze się i łamie. Zbudowanie symetrycznej bazy wymaga czasu, kilku pierwszych nieudanych prób i wielu ordynarnych przekleństw.

A jednak to wciągające i relaksujące zajęcie! Tylko wymaga odpowiedniego podejścia. Nie należy nastawiać się na szybki efekt. Bowiem nie z efektu ma płynąć przyjemność wire-wrapping, a z samego procesu tworzenia :) Trzeba się odprężyć i ze stoickim spokojem przeplatać pomału pętelkę za pętelką. Najgorszy jest pośpiech.

Oczywiście, narobiłam pełno błędów. Dwie sztuki spośród moich weekendowych wyrobów niestety musiałam natychmiast zeszrotować, bo nie nadawały się do niczego (thanks God, że nie kupiłam srebrnego drutu). Podzielę się moimi doświadczeniami w kolejnym poście - może komuś na coś się to przyda - ostatecznie lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na własnych :) W tej kwestii niewątpliwie mogę służyć pomocą!

W rezultacie przy życiu pozostawiałam kolczyki:

agat crackle fasetowany 10mm, agat biały fasetowany, miedziany drucik posrebrzany, srebrne bigle

Wykonałam je posiłkując się tym tutorialem klik. To był chyba dobry wybór na początek, chociaż w opisie podano stopień trudności: dla zaawansowanych. Ale - jak zwykle pomyślała Aga - co to dla mnie! Nie było tak źle, choć ostatecznie kolczyki wykonałam niepoprawnie - splot zrobiłam za gęsty. Ale i tak mi się podobają:)

Następna powstała zawieszka. To już twórczość własna. Jednak pierwsza jej wersja zupełnie mi się nie udała. Ta też daleka jest ideału, krzywuśna i obdrapana szczypcami tu i tam. Ale zostawiam ją (na razie...), bo prezentuje się na szyi dość ładnie:

akwamaryna fasetowana 8mm, nefryt bursztynowy, drucik miedziany posrebrzany

No, szału nie ma. Ale jest progres!
Mam nadzieję, że kolejne próby będą coraz bardziej udane.

A.

poniedziałek, 15 września 2014

Z przemyśleń małej M.

Zawsze żałuję, że nie mam możliwości rejestracji i zapisywania różnych przemyśleń mojej małej M. Próbowałam kiedyś chodzić z notesikiem i spisywać na bieżąco różne jej fajne teksty, pomysły, uwagi ale umówmy się - na dłuższą metę to nie da rady, tym bardziej, że takie napady twórczych przemyśleń mają zazwyczaj miejsce w sytuacjach, w których trudno o notes i spokojną chwilę do notowania. Myślałam o nagrywaniu naszych rozmów - ale zawsze zanim się zorientuję i zadobędę "dyktafon" to jest już za późno. Poza tym nie chcę by pościg za fajnymi tekstami zabił spontaniczność naszych pogawędek.

No ale coś tam w pamięci zawsze utkwi. I chciałabym właśnie te zapamiętane wyjątki dziecięcego słowotoku spisywać i po latach móc się nimi cieszyć :)

Nie wszystkie nadają się do publicznej informacji - jak na przykład przemyślenia o owłosieniu intymnym poszczególnych członków rodziny :) Bezcenne - to fakt :) Ale nader prywatne. No chyba, że dojrzeję kiedyś do tak głębokiego internetowego ekshibicjonizmu, ale to raczej mało prawdopodobne!

Najstarsze z zapamiętanych... rasistowsko:

Mała M. miała wtedy niecałe dwa latka. Nie potrafiła jeszcze rozróżniać i nazywać kolorów.
Z mamą na zakupach, widzi przy regałach ze słodyczami czarnoskórego mężczyznę.
Mała M - najpierw patrzy się natarczywie, w końcu, donośnym dziecięcym głosem oznajmia odkrycie: Mamusiu! Ten pan jest rózowy!
Na nieszczęście mama i Mała M. ponownie spotykają tego Pana przy kasach. 
Mała M - nadal patrzy się natarczywie. I kontynuuje swoją myśl z miną pełną dezaprobaty czy wręcz obrzydzenia: Mamusiu, wies co? Nie lubię rózowych!

A z dzisiaj, finansowo-lingwistycznie:

Rozmawiamy z mężem o tym jak powinnam poprosić w pracy o podwyżkę. Mała M. przysłuchuje się i usilnie próbuje się wtrącić. W końcu dopuszczamy ją do głosu:
- Mamo! No przecież nie mówi się podwyżka tylko podstawka!

Mój mądry czterolatek :)

A.

piątek, 12 września 2014

Kolejne debiuty - biżuteryjnie

Chwytam wszystkie sroki za ogon. Nie wiem czy to dobrze, ale przynajmniej mam dużo uciechy.
Wczoraj był dzień biżuteryjny. Podobało mi się :)

Ogólnie z tą biżuterią to sporo trudu przyniosły mi pierwsze zakupy.  Półprodukty kupowałam przez Internet, ale próbowałam usilnie zrobić to jakoś tak, żeby wszystko zamówić w jednym sklepie, tak by nie płacić kilka razy za wysyłkę. Ale się nie dało. Ostatecznie nakupowałam chyba w 4 różnych sklepach/hurtowniach internetowych.

Kolejny kłopot polegał na tym, że nie wiedziałam jakiej jakości produkty kupować. Srebrne? Posrebrzane? Bigle najprostsze, najtańsze, czy solidne angielskie? Nie wiem czy zrobiłam mądrze, ale w większości postawiłam jednak na lepsze półprodukty - kamienie naturalne, srebro itp. Wiem, że z początku pewnie sporo się zmarnuje, ale chciałam, żeby to była taka biżuteria, którą będę nosiła z ochotą. W sklepie nigdy nie kupiłabym posrebrzanych kolczyków. Więc robię tak, żeby miło było mi nosić moje "wyroby" i żeby bez wstydu móc obdarowywać rodzinę i przyjaciół, a co!  :) Wyjątek zrobiłam dla drucików do wire-wrapping - kupiłam miedziane posrebrzane, bo przypuszczam, że tu będą spore straty!

Choć to fakt - zapłaciłam jak za zboże... dobrze że mój S. nie zagląda mi na konto, bo by się załamał :)

No i kłopt ogromny w wyborze - co kupić?! Sklepy są tak bogato zaopatrzone, że nie wiedomo na co się zdecydować. Wszystko wydaje się tanie, ale jak szczodrze nawrzuca się do koszyka, to zaskoczenie przy kasie - murowane.
Kłopot w wyborze wielkości produktów - rozmiaru kamieni, przekładek, grubości drucików i szpilek, długości szpilek. Nabrałam w ciemno. Po prostu kupowałam niewielkie ilości z różnego rodzaju, tak dla sprawdzenia co się przyda a co nie. Część zakupów poodsyłałam. Ogółem całe zaopatrzanie zajęło mi ok tygodnia! (a myślałam, że to tak szast prast jeden wieczór). I już wiem, że niektórych rzeczy będzie mi brakować a niektóre zalegną w szufladzie na długo.
Ale kolejne zakupy na pewno pójdą łatwiej:)

Jeszcze wszystkie zamówienia nie spłynęły, ale nie mogłam się doczekać i wczoraj zmontowałam pierwszy zestawik. Bardzo posty - ale w prostocie siła, szyk i elegancja! :) Tak to sobie tłumaczę :)
Bransoletka miała mieć klasyczne zapięcie z łańcuszkiem przedłużką, ale nie miałam końcówek w odpowiednim rozmiarze. Zamierzam to jeszcze poprawić, chociaż taka też jest fajna.

Oto efekty mojej pracy:

Jadeit, Agat biały, srebro oksydowane, rzemień naturalny
Kolejnym wyzwaniem było zrobienie zdjęć. Ale chyba nie wyszło najgorzej?

A.



wtorek, 9 września 2014

Let's get it started! Szyjemy!

Szał i szok! Zagościł u mnie Singer :) Niespodzianie.
Poprosiłam niedawno teściową czy nie nauczyłaby mnie szyć na maszynie i czy nie mogłabym pożyczyć jej maszyny na jakiś czas. Zgodziła się. Ale zanim przyszło co do czego, w Lidlu ukazał się Singerek :) i teściowe wespół w zespół z moim S. zmówili się i kupili mi go w prezencie bardzo-przed-bożonarodzeniowym.
Juppi!

No ale radość radością, a tu trzeba szyć! Kłopot mój polega na tym, że w moim domu rodzinnym tradycji szyciowych było brak. Moja mama opierała się nawet przed przyszywaniem odprutych guzików.

Więc maszyna to dla mnie urządzenie-zagadka.

A, że lubię zagadki, dzisiaj, jak tylko mała Z. poszła drzemać, ja zabrałam się do dzieła. Wpadłam w szał tworzenia! Którego efekty, jak się później miało okazać, były dość mizerne :)

Poćwiczyłam chwilę różne ściegi na skrawkach materiałów. Ale potem, zaświtała mi myśl - co będę tak na pusto ćwiczyć? Uszyję coś prostego! Padło na woreczek - taki ze ściąganym sznureczkiem u góry. Ot taka wprawka. Bez linijki, żelazka, z byle jakich skrawków tak - na szybko. Uznałam, że to tak banalna rzecz, że w 15 minut sobie z tym poradzę.

"You stupid woman!" rzekłby klasyk. 

Nie wiem czy mogłam się bardziej pomylić. Nie dość powiedzieć, że woreczek mój pruć i przeszywać musiałam 2 razy. To jeszcze finalnie i tak wyszedł bez tunelu, bo musiałabym pruć jeszcze raz całą "pracę":D Na domiar złego, na koniec dla poprawienia jego mizernej kondycji przeprasowałam go żelazkiem i ... połowa nici się stopiła (ja nie wiem co to za nici były, help?). I oto mamy obraz nędzy i rozpaczy:


Ale, jeśli mam być szczera - i tak byłam dumna. Mój pierwszy uszytek :)

Przyznam, że do tej pory, kiedy oglądałam na blogach tutoriale typu: jak uszyć igielnik, jak uszyć woreczek czy jak uszyć poduszkę...to kompletnie nie rozumiałam o co chodzi. A w czym to problem? Cóż to za dokonanie uszyć woreczek?

A otóż wiem już, że to challenge nie lada:)

Jutro mykam do piwnicy w poszukiwaniu starych niechcianych obrusów. Będą kolejne "dzieła" :)

Z rozpędu twórczego wzięłam się nawet za przygotowanie podrysu do nowej akwareli... która zapewne podzieli sukces wiekopomnego woreczka, ale tym pochwalę się innym razem :)

A.

sobota, 6 września 2014

Łapiemy lato

To już ostatnie chwile. Będę tęsknić.


A.

Zarządzanie mamą w czasie cz. II

Jak ułatwiam sobie życie - o gotowaniu :)

Lubię gotować. Nawet bardzo. Ale nie chciałabym, żeby całe moje życie kręciło się wokół kuchni. No bez przesady, mam też inne zainteresowania!

Staram się żebyśmy jak najczęściej jedli domowe jedzenie. Bo, po pierwsze - oszczędność, po drugie -  wiem co wkładam do garnka i po trzecie - gotowanie jednak zalicza się do przyjemności :).
Staram się, żeby w naszej diecie było dużo warzyw, nie używam żadnych glutaminianów i dziwnych mieszanek przyprawowych czy kostek rosołowych (no może sporadycznie :). Nie gotuję też chyba tłusto.

Jak znajduję czas na gotowanie? Mam na to swoje sposoby. Co prawda Magda Gessler pewnie załamałaby ręce - ale mam to w nosie :)

Główny patent polega na tym, że gotuję raz a dobrze. Najczęściej w niedzielę wieczór (teraz to niekoniecznie, bo na macierzyńskim mogę na to poświęcić czas drzemki małej Z). I gotuję duuużo. Przynajmniej trzy potrawy każda w ilości na 2-3 dni. Dzielę na porcję dzienne i do słoików - buch. I szybko zapasteryzować lub, jeśli wiem że zjemy danie w przeciągu najbliższych dni  - zamknąć na gorąco. A w tygodniu tylko otwieramy sobie po słoiczku, wystarczy dogotować ryż, kaszę czy ziemniaki i gotowe.

Fakt - że taka metoda nieco ogranicza nasze menu. Są to głównie treściwe zupy z wkładką, dania jednogarnkowe, pieczenie. Dania, które trzeba zrobić na świeżo robię tylko w bardziej leniwe weekendy.

Ale wypracowałam już dość bogatą gamę przepisów odpowiednich do mojego systemu, zaakceptowanych przez mojego S i małą M, więc nie męczy nas monotonia.

Teraz niestety są dodatkowe ograniczenia spowodowane karmieniem piersią. Muszę uważać z przyprawami. I niestety musiałam wyeliminować z diety całkowicie krowie białko, więc odpada wiele pysznych składników jak sery, śmietana, wołowinka itp.

Oto co dziś przygotowałam:

Potrawka z kurczaka z dynią w mleczku kokosowym.

1 duża podwójna pierś z kurczaka
400 g dyni
1 cukinia (opcjonalnie)
2 papryki czerwone (opcjonalnie)
1 limonka
1 puszka mleka kokosowego (400 ml)
2 puszki pomidorów
1 cebula + 2 ząbki czosnku
sól, pieprz, pietruszka, kolendra
olej

Cebulę i czosnek siekam, pozostałe składniki kroję w większą kostkę.

Przygotowanie to nic prostszego. Obsmażam kolejno na patelni - kurczaka (doprawionego solą i pieprzem), dynię, cukinię, paprykę, cebulę z czosnkiem. Potem wrzucam to razem do gara. Zalewam pomidorami i jeszcze solę (można dodać też płatków chilli). Chwilę duszę i dolewam mleczko kokosowe. Doprawiam sokiem z limonki (czasem dodaję też trochę skórki dla lepszego aromatu). Można dodać też imbiru. Na koniec dodaję posiekaną natkę pietruszki i kolendrę (to zazwyczaj robię przed podaniem danego dnia, żeby zioła były świeże i aromatyczne a nie takie wymoczone w sosie).


Może to nic szczególnego, ale wg mnie to smaczne kolorowe i aromatyczne danie pełne warzyw. Ja ze względu na okoliczności rodzinne przyprawiam bardzo delikatnie, ale można zrobić na pikantnie.

Dodatkowo tego dnia upiekłam całą brytfannę żeberek (choć to na naszym stole nieczęsty gość):

Żeberka w miodzie

Marynata:
ok 2 łyżki miodu
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżka musztardy
sok z połowy cytryny (ja wrzucam też do mięsa kilka plasterków wyciśniętej cytryny)
2 ząbki czosnku
pieprz
łyżeczka mąki ziemniaczanej

(proporcje marynaty podaję mniej więcej, ja zawsze daję na oko i próbuję jaki to ma smak :))

można dodać ulubione zioło - tymianek lub rozmaryn

Żeberka potrzymać w marynacie min godzinę - choć należałoby przynajmniej pół dnia.
Ja przed pieczeniem obsmażam jeszcze poszczególne kawałki mięsa. Przekładam wszystkie razem do brytfanny razem z marynatą i piekę na 180 st C aż będą miękkie. Pod koniec zdejmuję pokrywkę, żeby się trochę przypiekły.


Do tego wszystkiego, na kawałku żeberek ugotowałam gar zupy ogórkowej.
I voila obiad na dobre 8 dni gotowy :) A zajęło mi to 3 godziny pracy.



Smacznego!
A.